Autor Wątek: Lutowanie twarde  (Przeczytany 24863 razy)

dadcom

  • kolarz na poziomie
  • ***
  • Wiadomości: 60
Odp: Lutowanie twarde
« Odpowiedź #45 dnia: Kwiecień 28, 2011, 06:06:03 pm »
Dzieki za rade ,w takim razie bedziemy pracowac nad rama stalowa lutowana.
Madra dyskusja kluczem do rozwiazania kazdego problemu.

pajak_gdynia

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1309
Odp: Lutowanie twarde
« Odpowiedź #46 dnia: Kwiecień 28, 2011, 07:03:34 pm »
Miałem poszukać nazwy stopu, ale nie mam powera :)
Mój hydraulik (w ramach "rekompensaty" za dobrą robotę, którą mu napatoczyłem) zaproponował mi kiedyś lutowanie ramy po taniości. Proponował super-rury (no.. od jego kolegi) podobno zupełnie niespawalne, a bardzo sztywne i wytrzymałe. Ale to chyba też nie do lutowania srebrem (bo pewnie bym zapamiętał).

Maciej K

  • sympatyk na poziomie
  • **
  • Wiadomości: 35
Odp: Lutowanie twarde
« Odpowiedź #47 dnia: Październik 07, 2017, 07:59:34 am »
Witam i przepraszam, że tak późno (7 lat) do dyskusji się włączam.
Jak już kiedyś pisałem, z braku czasu dość rzadko na forum zaglądam i wiele ciekawych - jak np. ten ? tematów mi umyka.

Ciekaw jestem jakim palnikiem lutował Kaczmarek - czy właśnie acetylenowym?  Pyta Maciej D.
Tak acetylenowym o nr 3. Czwórką też robiłem. Chłopcy bali się i używali 1 ki lub 2 ki. 
Do lutowania twardego od 1989 używam tlenu i PROPANU!!!.
Acetylen daje zbyt wysoką temperaturę. Dobry jest przy spawaniu drutem stalowym. Tak powstało do 1988 chyba 25 pierwszych moich pojazdów. P.Zdzichu z Teatru Wielkiego w Łodzi był w tym niezły.
W Niemczech nauczyłem się lutować. Do lutowania używam specjalnych prętów mosiężnych (śr.2 lub 3mm) przeznaczonych do lutowania na styk. Na lutowane powierzchnie nakładam płyn (Flussmittel) firmy Castolin.
Do lutowania stoperów na pancerze stosuję milimetrowe pręty w otulinie.
Na filmiku podesłanym przez "rammę" gość lutuje srebrem. Taki palnik do lutowania w mufach może się i nadaje.
Nie próbowałem.
Srebro potrzebuje dość niskiej temperatury. Też lutowałem srebrem, ale przy pomocy normalnego palnika.

Próbowałem nauczyć tej roboty wielu ludzi i kilku nauczyłem. Niestety. Nie jest to chyba zbyt łatwa sztuka, bowiem wszyscy przegrzewali elementy metalowe i wtedy mosiądz "przypalał" się i pryskał.
Chłopcy walili tego mosiądzu sporo i aby jakoś to wyglądało, musieli potem mocno piłować.
Wkurzałem się wtedy bardzo, bo komponenty (drut i płyny) do lutowania sprowadzałem z RFN.
W porównaniu do zarobków w latach 90 tych były przerażająco drogie.
Położenie 1 do 4 mm spoinki, ładnie wyprofilowanej ( z promieniami) nie jest łatwe. Opanował to JAKO TAKO (mimo dobrego wzroku lubi "przypalić") tylko jeden mój uczeń.
Mnie nadal - mimo coraz słabszego wzroku - się to udaje i wciąż Kamila (Aventybike) tudzież innych zadziwiam.
Teorii w tym temacie nie znam, więc mnie za słowa nie łapcie.
Robiłem i nadal to robię wg nosa (swego czasu bardzo "zachwycił" on  Doncia) czyli NA  CZUJA.
Mimo to wszystkie ramy trzymają się cało. Niektóre mają już 28 lat i wciąż są w użytku.
Trudno jest w lutowaniu uchwycić moment takiego rozgrzania np. rury, aby mosiądz popłynął i związał, a  nie pryskał. "Flussmittel" Castolin sprawia, że przy odpowiednim manewrowaniu płomieniem mosiądz płynie w kierunku ciepła.
Swego czasu byłem w posiadaniu niemieckiego drutu do lutowania rur CrMo. Wymagał on wyższej temperatury, która z kolei bardzo osłabiała klasyczne rury precyzyjne. Ba!. Potrafił taką rurę - niestety - po wystygnięciu rozerwać. Miałem wtedy mnóstwo problemów, zanim wyczaiłem w czym rzecz.
Lutowanie wymaga dużego skupienia, więc w tym czasie - jaki pisze staskiewicz - japy nie darłem.
W przerwach czasami tak.
Pozdro  M.Kaczmarek

p.s. O stosowaniu staropolskiego boraksu proponuję zapomnieć
« Ostatnia zmiana: Październik 07, 2017, 08:05:12 am wysłana przez Maciej K »