Autor Wątek: Rodzinnie z sakwami wokół Białegostoku  (Przeczytany 374 razy)

lechulysy

  • kolarz na poziomie
  • ***
  • Wiadomości: 188
Rodzinnie z sakwami wokół Białegostoku
« dnia: Sierpień 03, 2017, 10:31:00 am »
Witam,

w lipcu wybraliśmy się z Wiesią i naszymi chłopakami (8 i 4 lata) na 6 dniowy wyjazd z sakwami wokół Białegostoku. Punktem wyjścia był przewodnik po podlaskim odcinku Green Velo, zmodyfikowany pod kątem atrakcji dla naszych chłopaków. Poniżej relacja. Na razie z braku czasu dwa dni - jeśli wyda się wam warta uwagi zrobię kolejne :).

NIEDZIELA - zwiedzamy Białystok
nocujemy u znajomych w okolicy słynnej bomby w związku z czym rano ruszamy do miasta i musimy tam zostać do wieczora :). Okazuje się, że centrum jest naprawdę ładne i przyjemne. Ludzi sporo, ale nie ma tłumu - akuratnie :). Korzystamy z okazji niedzielnego oprowadzania przez przewodników PTTK i zwiedzamy pałac ślubów a jednocześnie siedzibę prezydenta miasta


Przypadkiem uczestniczymy w uroczystym złożeniu kwiatów pod pomnikiem Piłsudskiego.



Pałac Branickich od strony ogrodów w stylu Wersalu.



Siedziba opery z tarasem widokowym - uwaga praktyczna: bilety na taras widokowy są w kasie na dole gdzieś w okolicach wejścia głównego a wejście na taras i bileter 5 minut dalej - chcieliśmy wejść, ale zrezygnowaliśmy - nie chciało nam sie wracać i znowu zasuwać po schodach na górę.




Jako miejsc posiłku polecamy Astorię w centrum przy katedrze: niby bar, ale schludnie, tanio i smacznie. Sporo ludzi, którzy przychodzą tam na rodzinne obiady.

PONIEDZIAŁEK - Białystok - Waniewo - Tykocin - Knyszyn


Ruszamy rano pełni zapału - pogoda dopisuje, choć okaże się, że słońce da nam się poważnie we znaki.
Pierwszy postój to Muzeum Przyrodnicze w kampusie uniwersytetu. Mało reklamowane miejsce, które bardzo gorąco polecam: 1000 m2 ekspozycji w ok 10 tematycznych salach. Oprócz imponującej kolekcji zwierząt można zobaczyć: minerały, skamieliny, żywe gady, ryby i płazy oraz pokój Prezydenta Kaczorowskiego (pochodził z Białegostoku). Co ważne są osoby, które ciekawie opowiadają o eksponatach - spędziliśmy tam ponad 2 godziny zupełnie tego nie odczuwając.






Krótka wycieczka po kampusie - spotykamy tu lokalnego "sakwiarza", z którym długo rozmawiamy o Białymstoku. Dowiadujemy się m.in., że budynek opery, kampusu i... Bibliotekę Uniwersytetu Warszawskiego projektował ten sam architekt: przeczucie, że gdzieś to już widziałem staje się jasne :).


Białystok to miasto przyjazne rowerzystom: przez całe miasto jedziemy ASFALTOWYMI ścieżkami - dla mnie bomba. Spostrzeżenie: cerkwie są tutaj tak normalne jak kościoły gotyckie na terenach Warmii i Mazur. Ta estetyka bardzo nam pasuje i cieszy nasze oko. Niestety do większości z cerkwii nie można wejść, a szkoda bo w środku też jest przepięknie sądząc po tym co udało nam się później zobaczyć.


Nadal w Białymstoku - małe co nieco w cieniu - słońce daje się nam coraz badziej we znaki.


Za miastem wjeżdżamy na Green Velo ;)



"Szubienica" - miejsce straceń w postańców styczniowych.



Trasę Green Velo do Tykocina zmodyfikowaliśmy jadąc do Waniewa i Śliwna żeby pokonać kładkę i mosty przez Narew - dla dzieci jest to niesamowita frajda - nasi jak to zobaczyli od razu odzyskali energię :).




Uwaga praktyczna: byliśmy pewni, że po drodze będą sklepy więc woda w bidonach miała wystarczyć. Niestety pierwszy sklep za Białymstokiem był... w Tykocinie, czyli po 40km - warto o tym pamiętać jadąc tam z małymi dziećmi. Na szczęście dobrzy ludzie w mijanych miejscowościach chętnie dzieli się wodą.

Druga niespodzianka to pęknięta obręcz w przednim kole mojego roweru po 2 km za kładką - jakiś pech mnie prześladuje - rok temu dzień przed wyjazdem wzdłuż Bałtyku pękła mi obręcz w tylnym kole więc nauczony doświadczeniem sprawdzałem stan obręczy i wszystko było ok. Na szczęście przy pomocy szwagra i kolegów z pracy we wtorek rano obręcz z mojego garażu miała przesyłką konduktorską dojechać do Białegostoku, a póki co przełożyłem koło do Wiesi roweru i tyle co się dało spuściłem powietrze licząc, że wytrzyma 50km zanim zmienię je na nowe. Jako wadę 20" dopisuję szybsze zużywanie obręczy w stosunku do 26".

Do Tykocina dojechaliśmy ok 18.00 - zmęczeni upałem, na oparach wody - w pierwszym napotkanym sklepie zatankowaliśmy i siły wróciły na tyle, żeby gdzieś poszukać obiadu - na zwiedzanie nie mieliśmy ani sił ani czasu :(. Autochtoni polecili nam "Tawernę rzeczną" - kartacze, pierogi czyli to co lubimy :). Polecam tę klimatyczną knajpkę.





Zrobiło się późno, a przed nami jeszcze 20 km więc tylko fotka z zamkiem w tle i ruszymy w  stronę noclegu w Knyszynie. Tak naprawdę zamek to replika wybudowana przez białystockiego dewelopera podobno na podstawie znalezionych planów oryginału. Zauważyliśmy, że pojawia się kolejne skrzydło zamku.


Na nocleg dojechaliśmy po zachodzie słońca. Miejsce urokliwe, właściciele bardzo życzliwi i po prostu normalni - gadaliśmy pewnie ponad godzinę, a nasi młodzi ćwiczyli w tym czasie tyrolkę, trampolinę i truskawki z pobliskiego pola.





Przebieg trasy, profil i więcej zdjęć z poszczególnych miejsc można znaleźć tutaj (https://ridewithgps.com/trips/15959174#)

WTOREK Knyszyn - Białystok - Supraśl

https://ridewithgps.com/trips/15974369

prognoza pogody zapowiada deszcze i burze od 14.00 do 22.00 tak więc ruszamy o 7.30 żeby do Supraśla dojechać ok 14.00 - chłopaki nie prostestują tylko proszą o możliwość pojeżdżenia na tyrolce :).



W Knyszynie fotka pod pomnikiem króla Zygmunta Augusta


Odwiedzamy też naszych gospodarzy. Dygresja: wczoraj Maciek narzekał na bolące siedzenie - nie dziwię się mu, raz w życiu przejechałem na pionie 100 km i pamiętam ból tyłka do dzisiaj choć minęło prawie 30 lat. Obiecałem mu zakup spodenek z pampersem w Białymstoku, ale dostaliśmy je w prezencie od właścicieli domku po ich najmłodszym synu - są dobrzy ludzie na tym świecie :).

Jedziemy w stronę Białegostoku szutrówką. Początek jest kiepski: tarka, która na szczęście po ok 500m tarka odbija w lewo, a my jedziemy dobrym ubitym duktem przez las. Zaczynają się górki :) - zawsze myślałem, że te okolice są płaskie, aż 2 lata temu jadąc wschodnią ścianą Polski przekonałem się, że pofalowanie tutejszego terenu jest podobne jak na Mazurach. Wiesi i Maćkowi o tym wcześniej nie wspominałem, żeby morale było wysokie :).



Pierwszy, krótki postój to gospodarstwo krasnoludków. "Krótki" czyli prawie 3 godziny :). Znalazłem je w internecie i miała to być taki przerywnik na 15 minut, a okazało się miejscem wymarzonym dla dzieci, które lubią klimaty typu: chodzimy boso, błoto jest OK, łapanie żab jest lepsze niż zbliżająca się lekcja angielskiego - Maciek i Mikołaj poczuli się jak ryby w wodzie. Właścicielka jak nas zobaczyła od razu zaproponowała kawę, ciasto - śniadanie (chłopaki zgłodnieli). Następnie chłopaków wysłała do rówieśników a z nami zaczeła rozmawiać, pytać, opowiadać.
Scenka:
- Ciociu możemy iść popływać? (do właścicielki)
- Ale za 10 minut macie angielski... a w sumie po południu ma padać to idzcie pływać, angielski może poczekać.





Ruszam dalej bo robi się późno a w perspektywie burze. Jedziemy w skwarze więc co jakiś czas lody lub picie i w końcu docieramy do Białegostoku gdzie odbieram koło. Pęknięcie powiekszyło się z ok 4cm do 7cm ale koło dało radę. Hura!!! Chmury się zbierają, spada drobny deszczyk ale jest parno. Po drodze zrezygnowaliśmy z parku rozrywyki w Fastach - krasnoludki górą :).


Ruszamy do Supraśla jest 13.00 - zostało ok 13km więc mamy nadzieję zdążyć. Ścigamy się z burzą słysząc ją za plecami. 3 km przed Supraślem dogania nas wiekszy deszcz. Chcemy go przeczekać na przystanku


ale po 20 minutach stwierdzamy, że za chwilę może być gorzej i jedziemy na nocleg. To była dobra decyzja - 20 minut po dojechaniu rozpętała się burza, która trwała do ok 19.00



Chcemy jeszcze zobaczyć muzeum ikon więc idziemy w burzy do centrum - strumienie wody płyna po ulicach - to też atrakcja dla młodych: można bezkarnie pochodzić na boso :).
Do muzeum docieramy lekko spóźnieni (ostatnie wejście o 16.00) ale Pani wpuszcza nas i dobijamy do grupy. Muzeum polecam, zarówno z powodu organizacji ekspozycji (wnętrza, światło, dźwięk) jak i kompetencji przewodnika i chęci opowiadania. Na pewno chcę tu przyjechać jeszcze raz. Po kilku minutach gaśnie swiatło - w pierwszej chwili myślę, że tak ma być, ala zaczynają piszczeć UPS'y. Przewodnik mówi, że normalnie musielibyśmy się ewakuować, ale jest burza więc proponuje poczekać bo może włączą światło - radzimy sobie latarkami w telefonach: Polak potrafi :). Po 10 minutach prąd wraca i kończymy zwiedzanie.



Święty Mikołaj - patron tych, którzy nie mają patrona, np. złodzieji :).



Szukamy obiadu: jest 17.30 a od rana jedziemy na lodach, piciu i płatkach na mleku u krasnoludków. Szukamy kiszki ziemniaczanej. Pierwsza knajpa: pudło. Wracamy do małego baru. Trafiony i to jak: to bar mistrzyni świata w pieczeniu kiszki z któregoś tam roku :). Kiszka ... 25 lat szukałem tego smaku z Sejn i w końcu go znalazłem ponownie... nastroj trochę psują plastikowe talerzyki i widelce, ale mimo to chcemy tu jeszcze przyjechać samochodem w sobotę wieczorem na zakończenie naszego wypadu.


Wracamy na nocleg - zmęczeni ale najedzeni i szczęśliwi :).
« Ostatnia zmiana: Sierpień 03, 2017, 11:26:10 pm wysłana przez lechulysy »

gajowy

  • wyczynowiec na poziomie
  • ****
  • Wiadomości: 327
  • byle dalej i dalej
Odp: Rodzinnie z sakwami wokół Białegostoku
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 03, 2017, 11:25:54 am »
Piękne okolice!!! :) Odwiedzam te tereny (Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury) co miesiąc, jeżeli będzie taka potrzeba, to mogę podać namiary kilku fajnych miejsc na noclegi! ;)
Np.:
http://www.domek-biebrza.pl/
W lipcu właśnie w tej agroturystyce wyjazd służbowy został zatrzymany na jeden dzień celem odwiedzenia Biebrzańskiego Parku Narodowego: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=324823174628852&id=100013035159199&pnref=story

Leszek, super relacja z wypadu rodzinnego! ;) :)
« Ostatnia zmiana: Sierpień 03, 2017, 11:39:52 am wysłana przez gajowy »

aligatorpoczta

  • wyczynowiec na poziomie
  • ****
  • Wiadomości: 351
Odp: Rodzinnie z sakwami wokół Białegostoku
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 03, 2017, 12:20:32 pm »
Chcemy więcej na już :)
Czarne Swb 26x26

Franc

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1974
  • Rowery Poziome Rule
    • Moje zdjęcia rowerów
Odp: Rodzinnie z sakwami wokół Białegostoku
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 03, 2017, 03:27:09 pm »
Nie wiem czy dojechaliście do zerwanego mostu na Narwi w Kruszewie, ale warto, problem, ze do Tykocina stamtąd kawałek i trzeba po urokliwej grobli przez rozlewiska Narwi niestety po płytach (nie wiem jednak jak stamtąd trafić na promy).
Polecam też wypad do Supraśla i Wasilkowa - można się tam kąpać.
Franc "Rowery Poziome Rule"

IMK P8 (SWB ASS)
Thyss 222
szary Modus z D4F
grafitowa Viki "C" Caravan z 19DTH zwana Czołgiem

lechulysy

  • kolarz na poziomie
  • ***
  • Wiadomości: 188
Odp: Rodzinnie z sakwami wokół Białegostoku
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpień 03, 2017, 04:12:00 pm »
Nie wiem czy dojechaliście do zerwanego mostu na Narwi w Kruszewie, ale warto, problem, ze do Tykocina stamtąd kawałek i trzeba po urokliwej grobli przez rozlewiska Narwi niestety po płytach (nie wiem jednak jak stamtąd trafić na promy).
Polecam też wypad do Supraśla i Wasilkowa - można się tam kąpać.
Kruszewo - zgadza się, ale musieliśmy wybierać :). Supraśl - zgadza się - byliśmy - będzie w dalszej części za kilka dni :).

lechulysy

  • kolarz na poziomie
  • ***
  • Wiadomości: 188
Odp: Rodzinnie z sakwami wokół Białegostoku
« Odpowiedź #5 dnia: Sierpień 08, 2017, 07:02:44 pm »
ŚRODA Supraśl - Siemianówka


Dzisiaj wstajemy później bo w planach mam zwiedzenie Muzeum Drukarstwa i Klasztoru - rano jedziemy na bulwary nad rzeką, siedzimy na plaży a chłopaki bawią się na placu zabaw.





O 10.00 idę z chłopakami do muzeum, a Wiesia do pijalni herbat. Muzeum jest żywe, wszystkiego można dotkąć, pokręcić a co najważniejsze widzimy efekty: robimy papier czerpany, drukujemy strony na starych maszynach (które dostajemy jako prezent) a na koniec drukujemy bilet, za który zaplaciliśmy przy wejściu - wszystko trwa ok 1 godziny, które mija niepostrzeżenie.



Po 11 dojeżdżamy do wejścia do klasztoru, jest już mała grupka więc czekamy na wejście z przewodnikiem. Powiem tak: małe rozczarowane - z jednej strony jest to bardzo cenny historycznie obiekt, z drugiej "przewodnik" jest kiepski a pobyt sprowadza sie do oglądania bez informacji co i jak - muzemu ikon nas zepsuło :). Główna cerkiew w środku jest w odbudowie, natomiast druga, która jest już skończona w środku wygląda fantastycznie. Uwaga: w środku nie można robić zdjęć - jedyne, które zrobiłem wyprzedziło informację przewodnika :).



Zrobiła się prawie 13.00 a przed nami jeszcze 70km. W planach mieliśmy jeszcze zajrzeć do Pałacu Buholtza, ale zostawiamy go na inny czas. Ruszamy ścieżką rowerową wzdłuż asfaltowej drogi, po której nic nie jeździ. Z końcem asfaltu kończy się też scieżka i zaczyna się droga szutrowa, niestety dosyć rozjeżdżona więc jedziemy wolno. Dygresja: czy to pewna prawidłowość na Green Velo, że ścieżki asfaltowe wybudowano wzdłuż dobrych dróg o znikomym ruchu, które się kończą i przechodzą w kiepskie nawierzchnie? Podobną sytuację jak za Supraślem zaobserwowałem na odcinku Bartoszyce <> Sępopol.



W planach mieliśmy jechać do Michałowa DK686, ale do pozostania na GV skusił mnie znak "wieża widokowa > 3km" - warto zobaczyć pomyślałem. Wspinamy się szutrówką prawie 70m w górę na odcinku 1.5km, pod koniec prowadząc rowery i znajdujemy znak do wieży.


Wiesia zostaje z rowerami, my idziemy zobaczyć wieżę. Idziemy, idziemy, idziemy.... już 10 minut i nic. W końcu spotykamy kogoś i okazuje się, że do wieży mamy jeszcze conajmniej 15 minut - po chwili decyduję, że idziemy dalej. Dochodzimy do wieży po 20 minutach. Wieża wymiarami powala - koszt ponad 1 mln złotych z UE :). Widok z wieży słaby. Nie marudziłbym gdyby nie fakt, że przy znaku od którego ruszyliśmy nie było informacji, że to jest 2,5km w jedną stronę. NIE WARTO!!!.






Wracamy do Wiesi - godzina w plecy a my "w lesie". Jedziemy dalej GV do Gródka mając nadzieję na jakiś obiad. Po drodze zachaczamy o sklep, w którym kupuje mirabelki... o smaku pomidorów, sprzedawczyni widocznie było wszystko jedno ważne że klient kupił towar :)


W Gródku niestety nie ma gdzie zjeść obiadu za to jest piękna cerkiew.




Szukam obiadu w internecie i po drodze będzie jedynie pizzeria w Michałowie. Dojeżdżamy tam ok 17.00 i jemy - jest na tyle dobra, że druga bierzemy na wynos z myślą o kolacji. Spotykamy też kolejną cerkiew.



Za Michałowem GV odbija na Narewkę, a asfaltowa ścieżka rowerowa w stronę Siemianówki co jest nam na rękę. Na szczęście upał słabnie i jedzie się nam przyjemnie. Na miejsce dojeżdzamy po 20.00.




ścieżka: https://ridewithgps.com/trips/16004109

lechulysy

  • kolarz na poziomie
  • ***
  • Wiadomości: 188
Odp: Rodzinnie z sakwami wokół Białegostoku
« Odpowiedź #6 dnia: Sierpień 08, 2017, 07:13:10 pm »
CZWARTEK - dzień kondycyjny: spływ kajakowy


Myślałem, że Siemianówka to miejscowość turystyczna - błąd - należało nocować w Narewce. Nawet plaża nad zalewem o nazwie "siemianówka" jest 8km od Siemianówki i 8km od... Narewki :).

W nocy i rano pada, ale ok 11.00 jedziemy rowerami do Narewki spłynąć lokalną rzeką.



Po drodze zaglądamy do galerii sztuki, która akurat została otwarta w dawnej szkole pamiętającej jeszcze Cara. Wszystko dzięki funduszom z UE.


W wypożyczalni nie kryją zdziwienia: "w taką pogodę? przecież ma padać" - uparliśmy się :). Deszczu nie było przez 3 godziny, chwilę popadał gdy czekaliśmy na samochód, który miała nas zabrać spowrotem do Narewki. Za to wiatr mamy prosto w twarz - gdy przestajemy wiosłować kajaki płyną pod prąd - nurt jest zbyt leniwy. Po godzinie dochodzę do wniosku, że należało zamienić tego dnia miejsce startu i mety miejscami - byłoby nam dużo lżej :).





Po spływie jemy smaczny obiad w barze naprzeciwko przystani - polecam. Potem jedziemy jeszcze do hotelu Bartnika gdzie oglądamy prywatną kolekcję pszczelarską właściciela - szału nie ma, ale osoba godna spotkania - człowiek wie o czym mówi i lubi opowiadać :).

Po południu wracamy do Siemianówki.
https://ridewithgps.com/trips/16021536

lechulysy

  • kolarz na poziomie
  • ***
  • Wiadomości: 188
Odp: Rodzinnie z sakwami wokół Białegostoku
« Odpowiedź #7 dnia: Sierpień 17, 2017, 09:05:32 pm »
Dzień 5 Siemianówka - Narwka - Białowieża - Hajnówka


Wstajemy rano - przed nami sporo atrakcji i 70km.
Pierwszy przystanek jeszcze przed Narewką - oglądamy stary cemntarz żydowski położony w lesie - spodziewam się kilku tablic, a okazuje się naprawdę duży.




Ponownie odwiedzamy Bartnika żeby wypić poranną kawę i zaopatrzyć się w miód 4 składnikowy, którym wczoraj zostaliśmy poczęstowani - będzie to świetny prezent dla naszych znajomych :).





Ruszymy w stronę Białowieży - wczoraj mówiono nam, że droga przez Puszczę jest zamknięta i trzeba jechać objazdem, ale postanawiamy zaryzykować - przecież rowerem przejedziemy ;). Na skraju lasu rzeczywiście stoi znak "zakaz ruchu" i barierki z powodu remontu drogi, ale mimo to wjeżdżamy tym bardziej, że z naprzeciwka jedzie samochod na gdańskiej rejestracji :). Remont jest w fazie początkowej, mijamy co jakiś czas słupki po pomiarach geodezyjnych. Mija nas straż leśna i pozdrawia - to znak, że nic złego nie robimy i śmiało jedziemy dalej :). Dygresja: pamiętam tę drogę sprzed dwóch lat, a dokładnie "tarkę", która dała się mi we znaki. Obecnie tarki nie ma - jest super szutrówka nawet na 20".


Po drodze spotykamy wieżę widokową do obserwacji orlika krzykliwego. Niestety tego dnia cały teren jest koszony przez ciężki sprzęt więc tylko proforma wchodzimy na wieżę przy okazji zjadając drugie śniadanie.



Kolejny postój to skansen przed Białowieżą - pamiętam go sprzed dwóch lat. Był dużo mniejszy niż obecnie i widać, że pojawiają się kolejne stare domy, wiatraki. Warto tu zajechać.





Białowieża - zajeżdżamy na teren siedziby Parku Narodowego i robimy krótki odpoczynek przed obiadem.



Obiad - szukamy jak zwykle kartaczy i kiszki co w odwiedzanych knajpach spotyka się ze zdziwieniem: w puszczy kartacze? tu się serwuje dziczyznę. W końcu pytamy obsługę, czy jednak gdzieś znajdziemy nasze jedzenie i trafiamy do miłej knajpki.


Po obiedzie główna atrakacja dnia: rezerwat żubrów. Dojeżdżamy na miejsce, płacimy za wejście i ... oglądamy puste boksy, w których nie ma zwierząt. Dwa żubry oglądamy z daleka, szybko obchodzimy teren i rozczarowani wracamy do rowerów. Na chwilę zachodzę jeszcze raz na wybieg żubrów i jako jedyny mam szczęście zobaczyć je z bliska bo postanowiły wyjść na popas spod drzewa, pod którym poprzednio leżały. Chłopaki zobaczą żubry na zdjęciach w telefonie.


Jedzimy do Hajnówki drogą przez Budy - bardzo spokojna i miła. Potem wybieram wariant Green Velo mimo, że jest asfaltowa ścieżka rowerowa wzdłuż DK689. To nie był dobry pomysł: 10 km jedziemy drogą leśną, mokrą, co jakiś czas rozjeżdżoną przez ciężki sprzęt do zwózki drewna.


Czekam kiedy skończy się ta męka i przy pierwszej okazji (na przedmieściach Hajnówki) uciekamy w droge asfaltową zostawiając "uroki" GV :). Wypatrzyłem na mapie skrót do miasta: nagle ulica kończy się otwartą bramą wjazdową - napieramy, najwyżej ktoś nas wygoni. Okazuje się, że przypadkiem trafiliśmy do zajezdni kolejki wąskotorowej. Oprocz kolejki jest też mała ekspozycja nadleśnictwa.






Znowu zrobiło się późno, a nocujemy za Hajnówką. Chłopaki są już zmęczeni więc stajemy na lody, szybkie zakupy w markecie (nie wiem ile już waży przyczepka, ale jedzie mi się z nią coraz trudniej ;) ) i spać.




.... jutro mamy 25km do Bielska Podlaskiego, z którego pociągiem wrócimy do Białegostoku. Jest po 22.00 ale dla pewności dzwonię do informacji PKP w Białymstoku, żeby upewnić się co do godziny odjazdu pociągu. Godzina odjazdu - OK, coś mi jednak nie daje spokoju i pytam:
- To jest pociąg?
- Oczywiście.
- Ale to nie jest autobus bo gdzieś w rozkładzie widziałem symbol autobusu...
- Nie no oczywiście, że to jest autobus.
- ??? i on zabiera rowery?
- No oczywiście, że nie zabiera.
- ??? to czemu w rozkładzie nie ma tych informacji?
- .... wie Pan widocznie ktoś zapomniał napisać. Pociąg miał jeździć od 10 lipca (jest 14) ale nie zdążyli zrobić torów i może zacznie jeździć od sierpnia.
"Kocham PKP" :). Tylko jak powiem Maćkowi, że nie 25 tylko 80 mamy jutro do przejechania? :)

https://ridewithgps.com/trips/16050008

LowRider

  • wyczynowiec na poziomie
  • ****
  • Wiadomości: 215
  • Motorem postępu jest lenistwo.
Odp: Rodzinnie z sakwami wokół Białegostoku
« Odpowiedź #8 dnia: Sierpień 17, 2017, 10:05:20 pm »
bardzo fajna wyprawa. Też muszę Żonę zabrać... super!!!