Autor Wątek: Ride of My Life - czyli jak się produkuje rowery typu "sado-maso"  (Przeczytany 20616 razy)

MaciejDlugosz

  • Gość
Odp: Ride of My Life - czyli jak się produkuje rowery typu "sado-maso"
« Odpowiedź #30 dnia: Sierpień 24, 2010, 06:02:51 pm »
Co do pozycji kolan etc... Moim zdaniem to chodzi nie tylko o linie kolan, ale o linię SUPPORTU. Czy równoległa linia wytyczona przez support, przechodząca przez jego środek jest NAD czy POD linią wytyczoną przez położenie serce. Przypominam, że wbrew polityczynym zabiegom - serce jest POŚRODKU klatki piersiowej, skierowane swoim dolnym rożkiem w lewą stronę. Swego czasu kolega zrobił SWB właśnie ze zbyt wysoko położonym środkiem supportu... Wyniki:
- prędkość max chwilowa do której doszedł to zdaje się 20-25 km/h
- średnia przelotowa 15 km/h
Zaiste, ale to kwestia tylko linii support-serce...

A pojazd Grega którym objechał w ciągu 24h ponad 1000km i mu nogi nie odpadły ani serce nie stanęło? Ile rowerów poziomych ma suport 20-30 cm wyżej siodła? Kto projektuje te rowery? Ja mam we Flevo-Racerze suport 10 cm powyżej siodła. Więcej nie trzeba (moim zdaniem).



Jeżeli chodzi o jedzenie tlustych serów, kotletów etc... Maciej - a skąd weźmiesz takie dziwne cuś jak białko? Przecież podczas dłuższej jazdy (ponad 30-40 minut) zaczynasz spalać właśnie to, co daje najwięcej energii/gram - czyli tłuszcz.

Zgoda. Z tym że ja uznaję zasadę że rower nie jest do mordowania. Nie jeżdżę na zawody. Czasem przycisnę mocniej ale tylko dla zabawy albo gdy źle wymierzyłem sobie czas, mam się spóźnić i się spieszę. Przeważnie jeżdżę takim tempem żeby się nie "zarzynać". Nie mam mega-osiągów ale po co mam być wyczynowcem? Przejechałem maks. 200 km w ciągu jednego dnia na rowerze miejskim z 28" kołami, przekładnia Nexus 4 (trasa po Podkarpaciu - więc nie było wcale płasko). Na rowerze poziomym mógłbym z pewnością więcej. Pod górkę zawsze się ślimaczę nieważne jakim rowerem, zawsze redukuję. Jazda nie jest dla mnie biciem rekordów.

MaciejDlugosz

  • Gość
Odp: Ride of My Life - czyli jak się produkuje rowery typu "sado-maso"
« Odpowiedź #31 dnia: Sierpień 24, 2010, 06:07:48 pm »
Podczas chodzenia mięśnie również pracują, co niewątpliwie pobudza pracę serca...
Co zaś do dbania o siebie - po oddaniu 30 litrów krwi nadciśnienie tętnicze jest niejako chorobą zawodową, i dieta czy ćwiczenia niewiele tu pomogą.. Mam mnożyć przykłady? - wybaczcie, ale nie widzę najmniejszego sensu (wystarczy odrobina zdrowego rozsądku i wysiłku umysłowego).

Zbadaj temat do końca:

Soli kuchennej w Polsce zjadamy 2-3 razy za dużo, toteż zdarza się, że niezbyt zdrowe nerki nie są w stanie "odcedzić" jej nadmiaru i wydalić z moczem. Ponieważ sól wchłania się do krwi wiążąc ze sobą dużą ilość wody - w tętnicach robi się "za ciasno" - wzrasta ciśnienie. Dlaczego sól podnosi ciśnienie tętnicze? - zapyta zaniepokojony smakosz słonych paluszków, solonych orzeszków ziemnych i śledzika? Pozwólmy tym, co uwielbiają słone potrawy zrozumieć rolę tego minerału w organizmie - a może "odsolą" dietę i uchronią się przed nadciśnieniem.

W organizmie sól znajduje się zwykle rozpuszczona w płynach fizjologicznych, w których rozpada się na jony - jon sodu i jon chlorkowy. Jon sodu jest przez nas odczuwany jako słony smak, który tak lubimy w prażonych orzeszkach ziemnych, śledziku, frytkach, słonych paluszkach, boczku wędzonym, rybach wędzonych, serach (rokpol, camembert, cheddar itp.). Kiedy zjemy zbyt dużo takich potraw i jeszcze dodatkowo przesolimy te przez siebie przyrządzane - cała sól wchłonie się do krwi. Jednak nadmiar chlorku sodu jest wydalany m.in. przez nerki.

Dzięki sprawnej regulacyjnej pracy nerek stężenie jonów sodu w wodnym środowisku osocza krwi jest prawie stałe, choć może się wahać w niewielkich granicach. Nerki reagują bowiem natychmiast na każdy znaczący nadmiar soli i jako doskonały regulator wydalają sól przez tzw. kłębuszki nerkowe, przy pomocy układu specjalnych kanalików, do pęcherza moczowego. Jest to zwykle sprawny proces i nerki dają sobie z nim radę niezależnie od tego, czy zjemy 10 gramów, czy 20 gramów soli dziennie. Nie spowoduje więc "przesolenia" krwi nawet zjedzenie całej torebki słonych orzeszków, porcji słonych paluszków i popicie tego słoną wodą mineralną. Ale pod warunkiem - że nasze nerki są zdrowe.

Pamiętamy, że zachowanie soli oznacza zatrzymanie dużej ilości wody i związany z tym wzrost ciśnienia krwi!

Inną ważną przyczyną nadciśnienia samoistnego jest nadwrażliwość naczyń krwionośnych na jony sodu. Jako pozostałych potencjalnych sprawców nadciśnienia samoistnego wymienia się: wpływ dziedziczenia (tj. występowanie nadciśnienia w bliskiej rodzinie), menopauzę (która przyśpiesza miażdżycę), stres, otyłość.

Udokumentowanym jest fakt, że w wysoko uprzemysłowionych krajach, w tym również w Polsce, spożywa się kilka razy więcej soli, niż to jest niezbędne z fizjologicznego punktu widzenia. Nerki starają się ten codzienny nadmiar wydalić z moczem. Niestety część ludzi ma upośledzoną zdolność pozbywania się nadmiaru soli. Sprzyja to stanom skurczowym tętnic i powoduje podwyższenie ciśnienia tętniczego, a w efekcie może prowadzić do tzw "utrwalonego ciśnienia tętniczego".

Źródło: http://www.pfm.pl/u235/navi/198674

A teraz zdrowy rozsądek. Sól to jedno, mamy jeszcze cholesterol:

Miażdżyca polega na wysepkowatym gromadzeniu się w błonie wewnętrznej tętnic cholesterolu (i jego estrów) oraz innych lipidów.

Tłuszcze zwierzęce podnoszą poziom cholesterolu w surowicy i zwiększają krzepliwość krwi. Produkty obfitujące w cholesterol również podnoszą stężenie cholesterolu. Oleje roślinne nie wykazują takiego działania. Zastępując tłuszcze zwierzęce olejami roślinnymi (szczególnie polecana jest oliwa z oliwek tłoczona na zimno), należy pamiętać, że ogólne spożycie tłuszczu powinno być mniejsze, niż to wynika ze zwyczajów żywieniowych. Duża zawartość tłuszczu niekorzystnego dla zdrowia znajduje się także w tłustym mięsie, tłustych wędlinach, lodach, ciastach, kremach, chipsach. Przygotowując mięso do spożycia, zalecane jest oddzielenie widocznego tłuszczu. Spośród różnych technik kulinarnych godne polecenia jest gotowanie i pieczenie bez tłuszczu (na ruszcie). Smarując pieczywo masłem, smaruj cienką warstwą.

Efekty miażdżycy to też temat godny dokładnego omówienia:

Miażdżyca jest najczęstszą przyczyną przewlekłego niedokrwienia kończyn dolnych. W 98% przypadków to właśnie ona odpowiada za tę dolegliwość.

Miażdżyca to przewlekły, postępujący proces zapalny. Istotną rolę w jej rozwoju odgrywa penetracja wewnętrznej błony tętnic przez cząsteczki cholesterolu o niskiej gęstości (LDL, tzw. "zły cholesterol"). Prowadzi to do powstania blaszki miażdżycowej, jej rozwoju, zwężenia światła naczynia, a nawet jego zamknięcia przez zakrzep. Upośledzenie przepływu krwi jest przyczyną zaburzeń metabolizmu tkanek zaopatrywanych przez tętnicę, np. mięśni nóg.

Źródło: http://www.doz.pl/czytelnia/a221-Kopacz_zatwierdzila_finanse_NFZ

Poproszę tłustego solonego kotleta.

Napisałeś Staram się "poprawić". Serio. - teraz rozumiem, dlaczego poprawić napisałeś w cudzysłowie..

Obraziłeś się o konia czy o krowę? Przepraszam za luźne uwagi. Będę "starał" się powoływać na autorytety żeby nie było że sam sobie wymyślam. Żeby nie było: że "wskakuję" na Twoje zdrowie:

Miałem w swojej kuchni dużo rosołów, dużo mięsa, niemało soli już od dziecka. Byłem dobry w sprincie (w bieganiu) ale beznadziejny w dłuższych biegach. Miałem dosyć dużo tłuszczu na nogach (ale dużo mniej powyżej pasa - brzuch, klatka piersiowa, ręce). Zmieniłem dietę. Nogi mi schudły. Nie jem już tyle tłuszczu, nie solę tak mocno, jem bardzo mało mięsa. Teraz mogę biegać na długie dystanse. Widzę ewidentny wpływ diety na kondycję. Mam ciśnienie krwi 120/70. Na rowerze nie mam problemów z krążeniem, choć przyznaję że suport zawieszony 10 cm nad siodełkiem obniżyłbym nieznacznie na 0 cm albo -10 cm, bo kiedy byłem bardzo zmęczony to "coś tam coś tam" czułem zmęczenie w nogach ale nie drętwienie, nie brak siły.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 24, 2010, 06:39:47 pm wysłana przez Maciej Długosz »

MaciejDlugosz

  • Gość
Odp: Ride of My Life - czyli jak się produkuje rowery typu "sado-maso"
« Odpowiedź #32 dnia: Sierpień 24, 2010, 07:02:50 pm »
Sugestie że linia kolan nie może iść ponad linią serca (bo coś tam coś tam się złego z sercem stanie)

Z tym krążeniem to motyw jest przedni ("pierwsza klas"). Ktoś trafia w czuły punkt z tym zdrowiem, ludzie nie wiedzą co myśleć, boją się spróbować i sprawa jest "załatwiona".

Dla wielu schorzeń taka pozycja jest wręcz śmiercionośna, czego nie można powiedzieć o klasycznych rowerkach (a jeśli już, to raczej pod kątem ogólnego wysiłku związanego z pedałowaniem).
Proszę wykonać prosty test - najpierw proszę nieruchomo stać w miejscu przez 20-30 min. w pozycji pionowej, a następnie - przez taki sam odcinek czasu - położyć się na podłodze na plecach z nogami (kolanami) powyżej serca, i również nie wykonywać żadnych ruchów. Podejrzewam, że ponad 90% sprawdzaczy odczuje pozycję leżącą jako bardziej męczącą, że o zawrotach głowy po podniesieniu się nawet nie wspomnę.. Test jest w miarę miarodajny - właśnie z powodu nieruchomości pozycji ciała.
Zamiast wypisywać bądź przepisywać zasłyszane bzdury - proponuję odbyć 5 minutową rozmowę z pierwszym z brzegu kardiologiem (to taki lekarz od serca).

Pozdrawiam.

A tutaj w krańcowej pozycji kolano jest powyżej linii serca. Ile to trwa gdy kręcimy 90 obr/min? Jakoś udało się tego pacjenta zrehabilitować. Nie robiłem tej składanki w programie graficznym żeby wkręcać ludzi - to jest autentyczny temat "obadany" przez niemiecką klinikę:

http://www.nefo.med.uni-muenchen.de/Forschungshauptseite/zensensomo/elektrostimulation-fes-cycling-engl/    ---> źródło, tu jest mnóstwo informacji na ten temat

Nie sugeruję że "rower poziomy jest lekiem na całe zło". Ale te "złowróżbne" metody argumentacji bez tła są mylne.




MaciejDlugosz

  • Gość
Odp: Ride of My Life - czyli jak się produkuje rowery typu "sado-maso"
« Odpowiedź #33 dnia: Sierpień 24, 2010, 07:33:07 pm »
Niby taki mega-uniwersalny cały ten "rower górski"... a tu widać że trzeba najzwyczajniej w świecie zsiąść i pchać. A mówią "specjaliści" że poziomką się nie wszędzie wjedzie - tylko niby "góral daje wszystkiemu radę":



Jazda po plaży:



Na rowerze MTB też można sobie zrobić krzywdę:



Może nas coś zaskoczyć:



Może się "górski rower" rozkraczyć:



Można się trochę "uciapać":



Albo "ryzykować" życiem:



Albo utknąć w gó...e, aj - przepraszam w błocie:



Mieć dwuznaczną sytuację:



Nieszczęście POMIMO BYCIA WIDOCZNYM:



Problemy z jakością/ trwałością:



Nie wiem - z jednej strony to "boli" ale innym może sprawiać "przyjemność":



Znowu problemy z jakością/ wytrzymalością:

« Ostatnia zmiana: Sierpień 28, 2010, 12:08:54 am wysłana przez Maciej Długosz »

Rumcajs

  • Gość
Odp: Ride of My Life - czyli jak się produkuje rowery typu "sado-maso"
« Odpowiedź #34 dnia: Sierpień 24, 2010, 08:15:22 pm »
W takim tempie jak przed chwilą - 4 posty jeden pod drugim - kol.(?) Maciej do końca października będzie miał 2000 postów na liczniku !! Wow!!

gemsi

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1600
Odp: Ride of My Life - czyli jak się produkuje rowery typu "sado-maso"
« Odpowiedź #35 dnia: Sierpień 24, 2010, 11:25:59 pm »
W takim tempie jak przed chwilą - 4 posty jeden pod drugim - kol.(?) Maciej do końca października będzie miał 2000 postów na liczniku !! Wow!!

hm.. generalnie i tak doszo już do tego że tylko je oglądam ( czasami ), a zazwyczaj oznaczam jak przeczytane bez czytania
laminat K3 i bambus K5

sławek

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 717
Odp: Ride of My Life - czyli jak się produkuje rowery typu "sado-maso"
« Odpowiedź #36 dnia: Sierpień 25, 2010, 06:41:24 pm »

hm.. generalnie i tak doszło już do tego że tylko je oglądam ( czasami )        ("je" czyli Posty Macieja), a zazwyczaj oznaczam jak przeczytane bez czytania

   Jest to sposób rozsądny, i wart polecenia   ;D
   Gdybym miał przeczytać wszystko co napisał Maciej życia by mi zabrakło... A są przecież i  inni wielcy pisarze Słowacki, Żeromski, Sienkiewicz ::)

  Kawał na dziś
  Siedzi Janko Muzykant na miedzy i rozmyśla
  Bach umarł, Mozart umarł, Chopin umarł... I ja coś się nie najlepiej czuję  ;D
Sławek

MaciejDlugosz

  • Gość
Odp: Ride of My Life - czyli jak się produkuje rowery typu "sado-maso"
« Odpowiedź #37 dnia: Sierpień 25, 2010, 08:07:59 pm »

hm.. generalnie i tak doszło już do tego że tylko je oglądam ( czasami )        ("je" czyli Posty Macieja), a zazwyczaj oznaczam jak przeczytane bez czytania

   Jest to sposób rozsądny, i wart polecenia   ;D
   Gdybym miał przeczytać wszystko co napisał Maciej życia by mi zabrakło... A są przecież i  inni wielcy pisarze Słowacki, Żeromski, Sienkiewicz ::)

Czasami ludzie potkną się o prawdę. Ale prostują się i idą dalej, jakby nic się nie stało.

gemsi

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1600
Odp: Ride of My Life - czyli jak się produkuje rowery typu "sado-maso"
« Odpowiedź #38 dnia: Sierpień 25, 2010, 11:00:23 pm »
Czasami ludzie potkną się o prawdę. Ale prostują się i idą dalej, jakby nic się nie stało.

sie mi przypomnial kawal, apropos

przychodzi baba do lekarza :
- panie doktorze, wszyscy mnie ignorują
- następny, proszę !
laminat K3 i bambus K5

MaciejDlugosz

  • Gość
Odp: Ride of My Life - czyli jak się produkuje rowery typu "sado-maso"
« Odpowiedź #39 dnia: Sierpień 26, 2010, 03:49:47 am »
Czasami ludzie potkną się o prawdę. Ale prostują się i idą dalej, jakby nic się nie stało.

sie mi przypomnial kawal, apropos

przychodzi baba do lekarza :
- panie doktorze, wszyscy mnie ignorują
- następny, proszę !

Ja wcale nie czekam na Twoją uwagę. Dążenie do rozpoznania powodów i przyczyn nazywa się potocznie dążeniem do prawdy. Ale nie prawdy ogólnej. Nie interesuje mnie to czy zwracasz nie mnie uwagę. Bądź na tyle wyrozumiały i zauważ że nie tylko Ty jeden czytasz/ przeglądasz to forum, ani nie tylko zarejestrowani to czytają. Są też "obcy" - czy "spoza klasy", albo mówiąc najprościej: "nie myślący tak samo jak Ty i nie mający założonego tu konta na forum". Weź pod uwagę że racja może stać po mojej i Twojej stronie. Masz rację dowcipkując. Ja mam rację wnikając w temat i dążąc do systematyzacji.

A propos - przypomniał mi się kawałek filmu - już podpowiadam tytuł, bo film jest o polskim życiu "Dzień Świra". Ile jest ludzi - tyle jest i racji:

"Nasza jest Polska tylko. Tylko my - Polacy! Jest tylko jedna racja i ja - my ją mamy!"

"Jedna jest racja. Racja jest przy nas."

"Moja jest tylko jedna racja. I to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza że właśnie moja racja jest racja najmojsza".

To tak w ramach wymiany żartów.