Autor Wątek: Brevet Pomiechówek 200k 9. Września  (Przeczytany 677 razy)

trajk-o-ciklista

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1144
  • To recline is devine!
    • Rowerki, przyczepki, sakwy i bagażniki
Brevet Pomiechówek 200k 9. Września
« dnia: Wrzesień 01, 2017, 07:56:54 am »
Wybiera się ktoś ?  8)

Prognoza pogody mówi że będzie ciepło (lato wygra atak jesieni od dziś do środy ;) )
Ja rekordów być nie będę, w zeszłym roku czas 9:15 więc w tym chyba też coś około tego oczekuje.

Jakby co,będę jechał samochodem(mogę zabrać chętnych z Małopolski oraz po drodze)
z Krakowa w piątek z wyjazdem ok 10-11ej, z przystankiem w Warszawie na załatwianie paru rzeczy,
a potem dalej do Miechowa gdzie skorzystam z noclegu w sali gimnastycznej.
Powrót w sobotę po ukończeniu, z wyjazdem tak ok. 20ej
Igor

~o
~ \-/\-
(o)^(o)

VeloMotion recumbents
Igorova Ciklo Garaża

------------------

Franc

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 2009
  • Rowery Poziome Rule
    • Moje zdjęcia rowerów
Odp: Brevet Pomiechówek 200k 9. Września
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 01, 2017, 08:17:11 am »
Ja nie jadę, mam połamaną ośkę w przednim kole w P8 a Thysem nie dam rady wiosłować tak długo.
Franc "Rowery Poziome Rule"

IMK P8 (SWB ASS)
Thyss 222
szary Modus z D4F
grafitowa Viki "C" Caravan z 19DTH zwana Czołgiem

storm

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 2543
Odp: Brevet Pomiechówek 200k 9. Września
« Odpowiedź #2 dnia: Wrzesień 01, 2017, 10:26:46 am »
Ja będę - i również zamierzam skorzystać z noclegu na sali. Bliżej, atmosfera i więcej snu - przyda się :)
Także Trajko - do zoba :)


Makenzen

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 980
Odp: Brevet Pomiechówek 200k 9. Września
« Odpowiedź #3 dnia: Wrzesień 01, 2017, 08:36:48 pm »
Również się wybieram :)
Jeśli pod twoim tyłkiem jawi się rower poziomy... to wiedz, że coś się dzieje!!! :P

storm

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 2543
Odp: Brevet Pomiechówek 200k 9. Września
« Odpowiedź #4 dnia: Wrzesień 10, 2017, 08:54:07 pm »
Zatem - byliśmy. Nocowaliśmy i trzeba koniecznie przyznać, ze warto pojawić się dzień wcześniej wieczorkiem bo jest Atmosfera, fajnie się razem siedzi i gada - nie tylko o rowerach i brevetach ;)
Łatwiej też ze wstaniem dzień później z rana, więcej czasu na przygotowanie. A i śniadanie na miejscu gratis ;)
Osobiście... Zaraz po starcie standardowo starałem się utrzymać za grupą co mi specjalnie nie szło. Potem wyjechaliśmy na kocie łby i niestety mimo tylnej amortyzacji mój wspaniały Hurricane zaczął zostawać z tyłu. Jeszcze tylko podjazd pod rondo i już nie zobaczyłem nawet pleców innych kolarzy z grupy. Dlatego po kolejnym kilometrze zrobiłem małą przerwę na ustawienie endomondo, włączenie muzyczki. I jazda do przodu. Szło calkiem nieźle. Zero problemów z węglami, tylko mocy jakoś brakowało, ale nie byłem jeszcze tego pewien. Na 35 kilometrze, kiedy zmieniałem muzyczkę na telefonie do szału doprowadziło mnie do endomondo. Ja tu chcę sobie pośpiewać z wokalistą, a on mi ścisza MOJĄ muzyke i gada coś o średniej odcinka?! Noszszzz...
Na pierwszym punkcie kontrolnym zsiadam z roweru, patrzę co mi tak się z tyłu bujka i... Okazuje się, że odkręciło się mocowanie bagażnika. Dobrze mieć przy sobie narzędzia i... przypadkiem wrzucony do trójkąta kluczyk 8/9. Dokręciłem wszystkoc o mogłem i ruszyłem dalej w drogę. Niestety w okolicach 70 kilometra zmorzyło mnie, więc nie mogąc znaleźć wygodnego siedziska mna jakimś przystanku, zatrzymałem się na poboczu, klapnąłem się na trawnik obok, pod głowę polar... Nie minęło kilka minut, kiedy usłyszałem zwalniający samochód. Podniosłem głowę, patrzę... Jakiś gostek zatrzymał się, wyjrzał czy żyję, czy nic mi nie jest - pojechał dalej. Hmmm... No nic. Kładę się z powrotem, leże... Dogorywam... Wsteczny. Podnioszę głowę, patrzę a tu jakiś samochód wrócił na wstecznym, pani popatrzyła przez szybę na mnie i pojechali dalej. Hmm, ciekawe... Mijają kolejne minuty - słyszę tupot butów. Podniosłem się, siadam... A tu jakiś klient biegnie do mnie, zatrzymuje się, pyta się czy nic mi nie jest... Bo on ratownikiem jest.
A podobno znieczulicę mamy? Ciekawe. :D Nie mogąc pospać - ruszyłem dalej. Niestety nie ujechałem za daleko, bo na 85 kilometrze przestałem słyszeć stukanie urwanego mcoowania bagażnika. Zajrzałem na tył - a tam oba pałąki mocujące bagażnik rozerwane, obie sakwy zwisają po obu stronach tylnego kołą i zaraz na nie opadną. Szok. Chwila zastanowienia i wszystko jasne - wertepy i kocie łby na początku zrobiły swoje. Szybki telefon do jednej z Orgów, do Moniki co by podjechała i zabrała moje sakwy i powoli jadę dalej do punktu. (myślałem, że on jest na 97,2 kilometrze, a był na 92,7) Po odkręceniu bagażnika, dojechałem do Punktu, gdzie zrobiłem szybki rachunek tego co muszę mieć, bez czego nie pojadę dalej. Z 2 sakw zrobiły się 2 trójkąty, doczepione do wahacza + prowiant przykleopny gdzie się tylko dało. Jak dobrze, że poprzedni właściciel zaopatrzył się w uchwyty pod bidony zamocowane bezpośrednio do fotelika... Po jako takim zaopatrzeniu się, z racji małej ilości czasu ruszyłem dalej. No i niestety, po 100 kilometrze zaczęło mi już iść gorzej. Zwalniałem, brakowało mocy, a w końcu zaczęły mnie nasuwać kolana. Trzeci punkt - po podbiciu karty wyszedłem przed budynek stacji, a tam jakiś starszy pan do mnie z tekstem, że on już rozwiązał problem z rowerem i pokazuje mi (jakby mnie interesowały w tym momencie rowery pionowe...) jakiegoś rowerka z silniczkiem elektrycznym i wieeeeeelką bakterią między rurą podsiodłową a tylnym kole. Wspaniale! Idealny sposób na przyspieszenie zawału! :P
~140 kilometr. Stanąłem za Nasielskiem. Zsiadłem co by załatwić pierwszy problem, wracam do roweru... A tu kolana robią mi strajk. Mięśnie chrzanią coś o zmęczeniu. Organizm... Jeszcze funkcjonuje, ale już pojawia się taka mała nieśmiała propozycja. Walcie się - odpowiedziałem nogom i kolanom. Ja chcę dojechać.
~153 kilometr, przede mną DK62. Już mam przejechać krajówkę... Tylko te kolana... NFZ nie refunduje wymian stawów, a oczekiwania na artroskopię i potem rehabilitacja po niej to cięższy temat niż... rezygnacja. Ale moment, co się dzieje? Przecież tydzień wcześniej, Kociewie Kołem zrobiłem w niezłym czasie, a góóóry jakie tam były zjadłem na śniadanie na pełnej mocy?
Ano właśnie... Tydzień nie wystarczył na pełną regenerację - tak sądzę. I stąd te problemy wczoraj...
Suma: 172 kilometry. Zabrakło około 60 kilometrów, ale nie wiem czy bym się wyrobił przed 21 a i też wracanie bez kompletu swojego oporządzenia byłoby średnio przyjemne.
A miało być tak fajnie...

A może ktoś wie jak przyspieszyc regenerację miedzy maratonami? BO przyznam szczerze, że po wczorajszym dziwię się, że jeszcze chodzę, bo czuję się z[...]any jeszcze bardziej niż po Kociewiu... :[ .


hansglopke

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1870
  • Zduńska Wola
Odp: Brevet Pomiechówek 200k 9. Września
« Odpowiedź #5 dnia: Wrzesień 11, 2017, 08:45:10 pm »
Dwie sakwy na 250km? Nocleg pod namiotem planowałeś po drodze?
"Tak to już jest, że najszybciej zwraca na siebie uwagę idiota." - CK Dezerterzy

"Na pionowcu boli tyłek, plecy i w ogóle wykańczająca i niewygodna pozycja jest..." - Mototramp


trajk-o-ciklista

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1144
  • To recline is devine!
    • Rowerki, przyczepki, sakwy i bagażniki
Odp: Brevet Pomiechówek 200k 9. Września
« Odpowiedź #6 dnia: Wrzesień 12, 2017, 01:02:26 am »
Dwie sakwy na 250km? Nocleg pod namiotem planowałeś po drodze?

Tak wyglądał, potwierdzam ;) 
A ja tam jak patrzę na kolegów na szosówkach, wychodzę na przepakowanego - z torbą na siedzeniu a w środku multitool, pompka, dwie dętki,
łatki/łyżki, wilgotne chusteczki, zwykłe chusteczki, dwa batoniki, kanapka na później, karton z sokiem(mieszam z wodą 1/1 do butelki w torbie na biodrze z której piję)
i później dołączyła koszulka z długim rękawem bo się ciepło zrobiło.
W torbie jeszcze, jak się nauczyłem bardzo ważny element - ibuprofen 800mg ;D
bo okazuje się że moje kolana nie lubią poziomki, czy coś. Na szosówce żadnych problemów nawet na baaardzo górzystych trasach,
a na poziomce to nawet na takiej płaskiej kolana dawały znać że im to to się nie podoba już od PK2 chyba.
Nie wiem o co chodzi... ale Stormie polecam ;)
Bo tak na prawdę między maratonami nigdy się nie odpocznie, po prostu bierze się większa doza ibuprofenu i jazda ;D

A poza tym.. ja ruszyłem z pierwszą 15-ką, szybko dogoniłem tych z przodu, ale tam około twierdzy na kostce i podjeździe mi uciekły nieco,
więc nacisnąłem żeby ich dogonić.
W tym dogonił mnie kolega na pionowym który miał taki sam plan, więc jechałem w jego cieniu,
i z 35-40kmh dogoniliśmy grupę.
Ale chwila później światła, po światłach delikatny podjazd, za wolno ruszyłem i... i uciekły tak na ok 100m i za nic nie mogłem ich dogonić przez kolejne kilometry, więc w końcu odpuściłem i jechałem swoje jak zwykle - solo.
Potem dogoniła mnie 4 osobowa grupa, i się przyłączyłem do PK2, ale rzecz jasna też czasami "na żabkę"
czyli trochę podjazdu i odpadam, potem doganiam, etc.
Wpadam na PK2 sekundy później niż oni, i Pani mówi że musi nam wpisać 11:30, (chyba) 20 minut więcej,
bo podobno przyjechaliśmy wcześniej, bo niby średnia 30+.
Rzeczywiście prawie że, spojrzałem na Strawę i mówi że łączna średnia to 29.8kmh razem z PK1 oraz parę minut przy starcie.
W każdym razie coś im się z tym liczeniem czasu otwarcia PK pomyliło, bo się do 200km liczy max prędkość 34kmh, a nie 30.

Tak czy siak, połknąłem kanapkę, banan, batonik, zrobiłem nowa mieszankę i w drogę. Chwilę przede mną ruszyła wcześniej wspominana grupa,
więc postanowiłem dogonić, będzie lżej po zaczęło wiać (lub do tej pory jechaliśmy w miarę z wiatrem)
Były na paru set metrów, dogoniłem bym, gdybym nie zapomniał jakie krzaki tam ładne są i że trzeba się zatrzymać i podziwiać ;)
Więc od tej pory solo. Po PK3 jakaś inna grupa ruszyła w tym samym czasie co ja, i pierwsze 1km pojechaliśmy razem,
ale szybko się okazało że pod wiatr idzie mi solo dużo lepiej niż nimi w grupie (4 osoby na szosach) więc tyle mnie widzieli ;)
A miałem takie nadzieje że z jakąś grupą pojadę szybko, ale nie da się. Lub ja nie umiem. Cóż.
Po ośmiu godzinach byłem z powrotem na starcie, czyli na mecie, czyli na zupie i prysznicu. Arbuz bardzo słodki, i niesamowicie mi sprzyjał przed prysznicem i zupą.
Śpieszyłem się z powrotem, bo trzeba było wrócić do Krakowa, więc szybko rower na bagażnik i w trasę, tak że nie zostałem żeby być prawa kolejnym przyjeżdżającym na metę.

Jeżeli kogoś interesują osiągi i statystyki, to Strava nie kłamię, jestem w Top 10 ;) https://www.strava.com/activities/1175619737
Do tego jeszcze puls średni 146 bpm, 4500 kilokalorii, procenty po zonach 8/76/15/1 *-druga to 70-80%MHR

O godzinę i piętnaście minut krócej niż w zeszłym roku, co prawda trasa nie ta sama.
Rower ten sam, choć koła zupełnie nie - teraz zwykłe alu 25mm wysokie obręcze i dynamo z przodu,
i jakoś miałem wrażenie że pomarańczowe śmigła były by dużo szybsze, zwłaszcza przy bocznym wietrze którego było dużo po PK2 bo trasa taka jak na żaglach, raz pod wiatr, raz z wiatrem z boku jednego czy drugiego.
A przy bocznym to w zasadzie wiatr ich kręci do przodu. No i 5+ do lansu i szacunku ;)




 





 

Igor

~o
~ \-/\-
(o)^(o)

VeloMotion recumbents
Igorova Ciklo Garaża

------------------