Autor Wątek: Brevet 200km Pomiechówek - 22 kwietnia  (Przeczytany 8773 razy)

forrest

  • kolarz na poziomie
  • ***
  • Wiadomości: 169
Odp: Brevet 200km Pomiechówek - 22 kwietnia
« Odpowiedź #45 dnia: Kwiecień 23, 2017, 08:31:03 pm »
Trochę zdjęć jest - może utworzą jakąś galerię, której częścią będą wybrane zdjęcia z tych zrobionych przeze mnie...
@Franc - to byłeś lepszy ode mnie w dodawaniu dystansu - ja się zgubiłem tylko raz i przejechałem jakieś 207 km :)
Niestety od Łochowa zacząłem się źle czuć i dalej jechałem już powoli i do tego zatrzymywałem się.

lechulysy

  • wyczynowiec na poziomie
  • ****
  • Wiadomości: 204
Odp: Brevet 200km Pomiechówek - 22 kwietnia
« Odpowiedź #46 dnia: Kwiecień 24, 2017, 10:51:08 am »
Długa, subiektywna relacja dla zainteresowanych


Budzik dzwoni 5.00 - patrzę za okno - pada i duuuje, wiem że ma przestać padać, ale brzózka brzydko się ugina od tego wiatru. Pierwsza myśl: czy wypada wysłać o tej porze SMS'a do @Franca, że nie jadę? a może śpi? walczę ze sobą - kurde jak mi się nie chce w taką pogodę!!! W końcu ubieram się w dres i wychodzę zobaczyć jak bardzo wieje... no dobra, łba nie urywa, przejaśnia się więc się zbieram. Rower spakowałem do samochodu wieczorem więc tylko słabe wymuszone śniadanie i gorąca herbata na rozruch - nie chce mi się jeść o tej porze.

Dojeżdżam na miejsce 7.30. Są już wszyscy: @Makenzen, @Franc, @Forrest i @Storm - żeby nie gasić ducha walki nie pytam ich czy tylko ja miałem rano dylematy. Jest okazja więc przymierzam się do roweru @Forresta - fajny jest i jaki lekki!!. Generalnie poziomki wzbudzają ciekawość pozostałych uczestników.
Zabieram do torby papiery brevetowe: nie zaglądam do nich, zrobiłem własny opis trasy i 2 razy przejrzałem na googlach kluczowe skrzyżowania, żeby nie błądzić i nie wyciągać co chwilę telefonu. Czekamy na start. Kurde jak jest zimno, wkładam ciepłą kurtkę, którą miałem nakładać tylko na postojach i cieplejsze rękawice. Martwię się, czy nie zmarznę w stopy - zimą zawsze mam z tym problem, a ochraniacze nic mi nie pomagają. Tylko zimą jadę max 2 godziny, a nie 10 :(. Jeden z kolegów na szosie ma krótkie spodenki - robi mi się jeszcze zimniej.

8.00 - ruszamy.  Sprzed szkoły wyjeżdżam ostatni, na prostej widzę daleko z przodu @Forresta i @Franca. Staram się zwalczyć w sobie chęć gonienia - mam swoje tempo i mam dojechać bez niespodzianek. Po kilku kilometrach na otwartej przestrzeni szok - nie tak miało być! pierwsze 100 km miało wiać tylko w plecy, a nie w ryja czy z boku. Patrzę na licznik: 20km/h - oho... 10 godzin może być za mało więc nastawiam się psychicznie na dłuższą wycieczkę. Na szczęście po kilku kilometrach skręcamy na wschód i prędkość wzrasta do 33-37. Jadę sam, czasami kogoś mijam, czasami mnie mijają. Po jakimś czasie spotykam grupę, a w niej @Franc'a. W domu zawsze jeżdżę sam bo nie mam z kim, a lubię towarzystwo więc trzymam się grupy. Odnoszę wrażenie, że reszta załogi nie martwi się o kierunek jazdy wychodząc z założenia, że "ktoś na pewno wie gdzie dalej" :). W jednym miejscu pamiętam, że jest skrót około 1-2km, ale wg oficjalnej mapy powinniśmy jechać dalej i dopiero skręcić - jednak stali bywalcy brevetowi mówią, że skręcamy teraz - OK :).
Po chwili znowu wiatr bardziej w ryja i grupa się rozpada - zostaję na końcu, nie próbuję gonić - jadę swoim tempem. Zimno jest i jeszcze chmury zasłoniły całkowicie słońce: jak świeci jest mi za ciepło w kurtce, jak zachodzi w sam raz więc nie narzekam, choć zrobiło się ponuro. Zatrzymuję się żeby wyciągnąć coś do jedzenia, a przy okazji na siku choć nie bardzo mi się chce - po chwili uczucie ulgi i jedzie się dużo lżej :). Jadę, piję, jem, podziwiam widoki - staram się nie zwracać uwagi na wiatr choć przecież miało być w plecy a nie jest. Za Winnicą znowu chce mi się za potrzebą, drzew jak na lekarstwo i nie bardzo jest gdzie w tym moim pomarańczowym kubraczku - trzymam to w sobie dzielnie bo jest coraz więcej domów więc to pewnie Pułtusk.
Punkt kontrolny - najpierw WC :). Podbijam kartę, zamieniam ciepłą kurtkę na grubszy wiatrochron bo teraz będzie prosto na wschód. Kurtka jest cała mokra. Wniosek: muszę zacząć więcej pić bo nie czułem, że aż tak się pocę. Z piciem jest problem bo jak jest zimno to się nie chce. Ruszam. Sprawdzam na mojej googlowej rozpisce co dalej: za kilka km ma być kierunkowskaz w prawo "Zatory 7". Niestety na starcie nie wyzerowałem licznika więc nie mam jak sprawdzić który to km a liczyć mi się nie chce. Poza tym znak ma być ewidentny więc jadę spokojnie dalej. Po jakim czasie jest znak "Zatory >>" ale bez "7" więc go spokojnie mijam. Po 2-3km sprawdzam na telefonie gdzie jestem .... za daleko pojechałem. Widocznie ktoś zmienił znak od czasu jak google zrobiły zdjęcia tego odcinak drogi. Na szczęście za chwilę mogę skręcić w prawo i dojechać do właściwej drogi - tak robię, nie będę wracał bo odległość wygląda na taką samą (było 3km dalej :) ). Dojeżdżam do właściwej drogi i widzę z prawej 3 osobową grupkę, którą zostawiłem w Pułtusku - śmiejemy się ze skracania drogi i jedziemy razem.
Grupa to Bożena i 2 młodych chłopaków. Ona jako jedyna ma GPS'a z wgraną trasą więc chłopaki co jakiś czas pytają gdzie dalej, ja nie pytam ale cieszę się, że mogę zweryfikować swoją pamięć z tym gdzie rzeczywiście jechać. Gadam z Bożeną - okazuje się brevetowym wyjadaczem, była na Bałtyk-Bieszczady i Paryż-Brest-Paryż, ale też sporo podróżuje - chętnie opowiada różne historie więc czas szybko mija. Mijamy Wyszków i nie wiadomo kiedy dojeżdżamy do Łochowa. Z daleka widzę przejazd kolejowy. 100m za nim jest punkt kontrolny. "Wiedziałem, że tak będzie"  przejazd zamyka się zanim do niego dojeżdżamy. Przed przejazdem stoi nasz samochód brevetowy - śmiejemy się, że deszczu i śniegu nie zamówili: "mówisz i masz" odpowiadają, co okaże się prawdą choć prognoza to tym nie mówiła.
Na punkcie spotykam @Franca (widać, ze jest mu zimno) i @Forresta (też jest mu zimno). Siku, kanapki, uzupełnić bidony i w drogę bo jak mi się zrobi zimno to będzie po zabawie. @Franc wyjechał kilka minut temu. W głowie świadomość, że teraz to już tylko pod wiatr, ale nie przejmuję się - przełożeń mi wystarczy i mogę jechać 10km/h jak trzeba będzie. Znowu sam. Pierwsze kilometry DK50 - TIR'y czasami przesadzają z tym bliskim wyprzedzaniem. Na szczęście za chwilę mam zjazd w prawo do Jadowa. W lusterku widzę żółty trykot. Dogania mnie akurat gdy wyjeżdżamy z lasu i dostaję wiatr w ryja. Chwilę jedzie mi na kole, ale chyba niewiele mu pomagam i jestem za wolny więc powoli mnie mija stając na pedały. Potem się okaże, ze przez następne 20km będziemy się jeszcze kilka razy spotykali. Za Jadowem w lusterku pojawia się jakaś większa grupka. Na czele widzę różowy trykot Bożeny. Dojeżdżają do mnie dosyć szybko. Bożena prowadzi grupę kilku szosowców. Goście pochowani za nią - mój szacunek do niej wzrasta z każdą chwilą. Grupka fajnie pracuje, ale nie staram się za wszelką cenę jechać z nimi bo na zjazdach swoim tempem jadę szybciej, a na podjazdach wolniej. Średnio wychodzi tak, że jedziemy razem i jak się da to gadamy.
W pewnym momencie słyszę za moimi plecami charakterystyczny odgłos tarczówek, a potem widzę @Franca. Skąd się tu wziął? Przecież powinien być daleko z przodu. Tłumaczy, że pomylił trasę i musiał wrócić kilka km. Zdarza się :).
Przed Nieporętem widzę chmury - z tego to na pewno będzie padało. No i pada. Na szczęście lekko więc się nie przejmuję, ale niektórzy w grupie wyciągają kurtki. Dzisiaj brakuje jeszcze tylko śniegu :). "Mówisz i masz":  przed samym punktem kontrolnym pada króciutko lekki grad.
Punkt w Nieporęcie. Nie planuję długo stać bo zostało 30km, ale reszta grupy się rozsiada więc też biorę dużą kawę i zjadam resztę zapasów. Jest ciepło, nie wieje, miłe towarzystwo - czego chcieć więcej?  :D
Po 30 minutach ruszamy. Za Wieliszewem trochę odskakujemy z @Francem: z górki jest czy jak? Bożena z chłopakami dogania nas na podjeździe w Dębe. Już blisko. Na zjeździe i kolejnym podjeździe @Franc wyraźnie odchodzi. Czy pamięta, żeby skręcić na Nunę? Rano tędy jechaliśmy więc pewnie tak. Gdy mija zjazd wydzieramy się, że źle jedzie. Niestety jest za daleko. Wiatr duuuje, @Franc ma lepszą nogę więc nie mam szans żeby go dogonić, a nie mam w rowerowym telefonie jego numeru żeby zadzwonić. Skręcamy i znowu centralnie pod wiatr pokonujemy ostatnie km. Dojazd na metę jest z górki w małym lasku - taki gratis na trasie :).
Meta. Rowery w górę (ależ ta poziomka jest nieporęczna) - fotka, zdać kartę. Czas 9 godzin. Nic mnie nie boli, nie czuję się wypompowany więc jest OK bo tak planowałem. Tylko żołądek domaga się jedzenia - wsuwam kilka kanapek z gorącą herbatą. W szkole są prysznice - tego mi teraz trzeba. Na punkcie spotykam @Storma, dzwoni do @Franca, którego podejrzewamy o pobyt w odległym o 15km Nasielsku. Okazuje się jednak, że jest już niedaleko mety. @Franc przyjeżdża, gadamy, jemy.
Trzeba się zbierać do domu. W drodze powrotnej przed elektrownią w Dębe mijam @Makenzen - macham i podziwiam siłę ducha - jedzie sama, a jest już prawie 19.00.
W domu pierwsze co robię to sprawdzam siłę i kierunek wiatru: we wtorek jedziemy z @Dziaskiem do Ciechanowa - banan na twarzy:  OK ma duuuć z południa :)
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 24, 2017, 01:03:29 pm wysłana przez lechulysy »
Leszek

Makenzen

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 980
Odp: Brevet 200km Pomiechówek - 22 kwietnia
« Odpowiedź #47 dnia: Kwiecień 24, 2017, 12:25:35 pm »
No bardzo ładna relacja, Lechu :)
Dzięki za uznanie ;) Jechałam sama jak ten palec w czterech literach całą trasę, ale taki stan rzeczy generalnie mi odpowiada, więc luzik 8)

No dobra, to teraz kolej na moją relację:

Z brevetami jest jak z kotami i chipsami...
...Nigdy nie kończy się na jednym ;) Koty mam trzy, za chipsami nie przepadam, ale jak już mi się zdarza je jeść, to na ogół zjadam więcej niż jeden. A brevety? Po ubiegłorocznym wrześniowym stwierdziłam, że never more, nie ma mowy i w ogóle, ale organizator był bliski pokazania gestu "tramwaj w oku" ;) i jak się okazało, miał rację. I bardzo dobrze! Albowiem tegoroczny sezon na ponadstukilometrowe wycieczki po prostu trzeba było otworzyć z przytupem i na bogato!

I tak oto w pewną zimną kwietniową sobotę stanęłam na starcie pierwszego wiosennego brevetu w Pomiechówku.
W piątek wieczorem podjechał do mnie Storm, by zabrać mój rower, a w sobotę bladym świtem przyjechał znów, by dopakować do kompletu brevetowych must have'ów jeszcze mnie. Przyjechaliśmy na miejsce startu, odhaczyliśmy się na liście, pobraliśmy glejty i prowiant -- i równo o 8.00 otrzymaliśmy błogosławieństwo organizatorów i wystartowaliśmy.
Tym razem przezornie zaopatrzyłam się na drogę w Mietka, czyli mój ręczny turystyczny GPS (oraz baterie na zapas) -- bez niego i bez rozpiski, jak dokładnie jechać, bym zginęła marnie! Okazja, by zginąć marnie, trafiła się już na 9. kilometrze, gdzie według cue sheetu trzeba było skręcić w prawo przy szkole. Tymczasem rowerzysta jadący przede mną pojechał dalej prosto. Zadziałała psychologia (dwuosobowego) tłumu i pojechałam za nim... Zaraz, zaraz! Coś mi tu ewidentnie nie pasuje! Ten budynek po prawej to jak byk była szkoła i jak byk był to 9. kilometr... Mietek też wyraźnie pokazywał: TU skręć, do jasnej Anielki! No to zawracam... Zatrzymałam się na skrzyżowaniu, by poczekać na następnych, a raczej na następnego, czyli Storma, bo jak przypuszczałam, reszta już dawno pognała w siną dal... Stoję i stoję, czekam i czekam, nigdzie żywego ducha, więc skręcam w to prawo. Decyzja była ze wszech miar słuszna -- Mietek pokazywał, że jadę dobrze.
Po drodze przejechałam przez miejscowość o dość specyficznej nazwie Nuna, później stwierdziłam, że chyba wymyśliły ją dzieci. Gdzieś w okolicy Zabłocia dogonił mnie rowerzysta i zapytał: "Czy ty też robisz breveta?". Zamieniliśmy po drodze parę słów, okazało się, że kolega nie ma nawigacji, więc trochę mu się chrzani, tym bardziej że nie śledzi zbyt wnikliwie cue sheetu, bo trudno mu poń sięgać. Doradziłam mu, żeby zmienił pozycję pionową na poziomą, to nie będzie musiał się macać po plecach, by sięgnąć po rozpiskę, bo wszystko będzie miał pod ręką, na brzuchu. Zaśmiał się i pojechał dalej. I też mnie zmylił (do spółki z cue sheetem), bo zamiast skręcić "ostro w lewo", poleciał prosto. W rozpisce było, że w to lewo należy skręcić za Zalesiem Borowym, tymczasem minęłam tablicę informującą o tym, że wjeżdżam do Zalesia, a tablicy głoszącej, że zeń wyjeżdżam, nie było. Więc w sumie skręcić trzeba było w, a nie za Zalesiem Borowym ;) Ale mniejsza o szczegóły.
W okolicach miejscowości Winnica szczególnie we znaki dał się silny wiatr, zawiewający momentami tak, że aż niemal spychał mnie do rowu, ale to miało być dopiero preludium.
W końcu dotarłam do Pułtuska, gdzie na stacji benzynowej Lotos był pierwszy punkt kontrolny. Poszłam podstemplować kwit, zjadłam kanapkę i kupiłam sobie herbatę, przy okazji zamieniłam parę słów z organizatorami i współtowarzyszami rowerowej niedoli. Po jakichś 15 minutach odpoczynku popedałowałam dalej. Gdy skręciłam w prawo z drogi głównej, dogonił mnie samochód organizatorów. Jeden z nich, Piotr, zagadał mnie i powiedział, że Storm jest w Pułtusku i się zastanawia, czy się nie wycofać. Co?! Chwilę później zadzwonił Storm i mówi, że jednak próbuje jechać dalej. Niech no tylko spróbuje nie jechać!
Gdzieś w rejonie wsi Somianka mijałam dwie dziewczynki na rolkach, powiedziały mi "dzień dobry" -- takie to miłe. W dużych miastach ludzie coraz rzadziej mówią "dzień dobry" nawet sąsiadom, a tu na wsi (tak jak w górach czy na jeziorach) nie jest niczym niezwykłym pozdrowić nawet nieznajomego. Serce rośnie.
Gdy dotarłam do Wyszkowa i spojrzałam na cue sheet, dotarło do mnie, że zaraz będę jechać dobrze mi znaną, od lat wielokrotnie uczęszczaną drogą w kierunku Łochowa. A w Łochowie był kolejny punkt kontrolny. Tam też spotkałam kilku naszych. Myślałam, że gdy będę ruszać w dalszą drogę, nadjedzie Storm, ale tak się nie stało.
Zjadłam kanapkę, wypiłam kolejną herbatę i -- na koń! Przede mną niecałe 5 km "trasy śmierci", czyli droga krajowa nr 50, po której sznurami ciągną tiroloty. A potem skręt w kierunku Jadowa i... kolejna również dobrze znana mi trasa. Zaraz za tym skrętem jest miejsce, w którym w 2013 r. rozkraczył mi się rower tak poważnie, że musiałam z nim dymać na piechotę na stację kolejową w Barchowie. Potem Jadów i dalej prosto w silnym mordewindzie, 20 km pedałowania w ślimaczym tempie -- prędkość czasami spadała mi do 7 km/h -- ruja i porubstwo! W końcu upragniony skręt w prawo, który wiele mi nie ułatwił, bo choć wiatr był boczny, to i tak silny, że pedałowało się dość ciężko. Tym bardziej, że byłam wykończona pedałowaniem pod wiatr przez taki szmat drogi...
Około 133. kilometra zadzwonił Storm, że jest w Pomiechówku i czeka na mnie. Czyli zrezygnował -- szkoda...
Na 150. kilometrze złapał mnie kryzys. Musiałam się zatrzymać i zjeść coś słodkiego. Tempo na tym odcinku miałam marne -- średnio 13--15 km/h. Miałam ambicje dojechać na 17.00 na trzeci punkt kontrolny -- w Nieporęcie, ale przy takim wietrze, przy tym tempie nie było szans.
Pedałowałam mozolnie dalej, aż wjechałam do miejscowości Załubice Nowe. Skoro tak, to niedaleko muszą być też i Stare -- i się nie pomyliłam. I kolejny odcinek drogi, który już nie zliczę, ile razy pokonałam w życiu i samochodem, i rowerem.
O 17.15 osiągnęłam trzeci punkt kontrolny. Akurat zwijało się stamtąd kilkoro naszych -- a ja byłam przekonana, że już nikogo tam nie spotkam. A jednak.
Poszłam podbić glejt, zjadłam kanapkę, wypiłam herbatę -- i dalej w drogę, ostatnie 30 km! Akurat zaczął padać deszcz, więc wciągnęłam spodnie przeciwdeszczowe, ale szybko przestał padać, więc się zatrzymałam, żeby je zdjąć. Znów jechałam wielokrotnie przeze mnie przemierzaną drogą ;) Co ciekawe, trasa wiodła szosą z zakazem jazdy rowerem, a żadnej drogi dla rowerów wzdłuż tej szosy nie zarejestrowałam ;) Gdy tylko skręciłam w prawo przed remizą strażacką, po raz trzeci zadzwonił Storm. Zatrzymałam się, bo zabrakło mi ręki do trzymania telefonu i po wymianie kilku zdań pojechałam dalej. Gdy skręciłam w stronę Nuny, znów zaczęło padać, ale już tak konkretnie -- z gradem, który, choć na szczęście drobny, nieprzyjemnie smagał mnie po twarzy. Szybko jednak przestało padać i można było podziwiać ładny widok słońca chylącego się ku zachodowi. Przede mną już tylko 10 kilometrów... Osławiona szkoła, przy której był pierwszy skręt na trasie tego brevetu... I prościutko do Pomiechówka! Na liczniku pojawiło się 198 km... Potem z góóóórkiii! Tu sobie fest odpoczęłam od kręcenia pedałami! Na pełnej petardzie, jadąc 40 km/h, pokonałam ten zjazd, triumfalnie śpiewając na całe gardło "Międzynarodówkę". ;) I z napięciem zerkałam na licznik, by nie przegapić momentu, gdy 199 zmienia się w 200. Jeszcze tylko 40 metrów! Wpadłam na podwórko szkolne, gdzie przed wejściem do bazy owacjami powitali mnie organizatorzy i kilkoro uczestników. MAM TO! Moja pierwsza tegoroczna dwusetka jest moja! :D
Jeszcze tylko formalność, czyli podbicie kwitu, odebranie pamiątkowego upiornie pomarańczowego flots i zasłużona herbatka :) Powiedziałam zebranym przy stole ludkom, że gdy tylko wrócę do domu, zamawiam pizzę i wsuwam ją całą sama. Na to jeden gość: "Zegarek mi pokazał, że spaliłem 4000 kalorii, więc dziś jesteś rozgrzeszona ze wszystkiego". No ba! :)
No, to już za mniej niż miesiąc kolejna dwusetka -- tym razem w Szczebrzeszynie, a tydzień po niej moja pierwsza Kaszeberunda -- też 200 km. Do tego Szczebrzeszyna zapisałam się na spontanie dzień po brevecie w Pomiechówku. Jak szaleć, to szaleć! Amen :)


(EDIT: Kurczę, forum nie akceptuje normalnych cudzysłowów i półpauz... Trochę lipa.)
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 24, 2017, 01:36:49 pm wysłana przez Makenzen »
Jeśli pod twoim tyłkiem jawi się rower poziomy... to wiedz, że coś się dzieje!!! :P

hansglopke

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1870
  • Zduńska Wola
Odp: Brevet 200km Pomiechówek - 22 kwietnia
« Odpowiedź #48 dnia: Kwiecień 24, 2017, 09:06:23 pm »
Miłe złego początki teraz pora na czysta.
Gratulacje dla wszystkich, toast był wzniesiony.
"Tak to już jest, że najszybciej zwraca na siebie uwagę idiota." - CK Dezerterzy

"Na pionowcu boli tyłek, plecy i w ogóle wykańczająca i niewygodna pozycja jest..." - Mototramp


storm

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 2543
Odp: Brevet 200km Pomiechówek - 22 kwietnia
« Odpowiedź #49 dnia: Kwiecień 24, 2017, 09:42:20 pm »
Miłe złego początki teraz pora na czysta.
Gratulacje dla wszystkich, toast był wzniesiony.

@Hans, a czemu ciebie nie było na tym maratonie? Aż tak daleko nie masz przecież? Tak żeś innych "zachęcał i motywował" a samemu ci się nie chciało, czy tak? ;) Ładnie to tak?


hansglopke

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1870
  • Zduńska Wola
Odp: Brevet 200km Pomiechówek - 22 kwietnia
« Odpowiedź #50 dnia: Kwiecień 25, 2017, 02:26:25 am »
Pisałem, że na Abrahama musiałem iść.
Po drugie primo, w tym roku jeszcze 100km nie zrobiłem.
Po trzecie primo, wczoraj zacząłem troszeczkę trenować, tzn wydłużyłem powrót z pracy dziesięciokrotnie. Zamiast 1200m robię 12.5km. 
"Tak to już jest, że najszybciej zwraca na siebie uwagę idiota." - CK Dezerterzy

"Na pionowcu boli tyłek, plecy i w ogóle wykańczająca i niewygodna pozycja jest..." - Mototramp


storm

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 2543
Odp: Brevet 200km Pomiechówek - 22 kwietnia
« Odpowiedź #51 dnia: Kwiecień 25, 2017, 07:49:42 am »
Po pierwsze - nie wiem co to ten Abraham, no ale...
Po drugie - ja zrobiełm przed brevetem kilometrów 90. I co? Wystartowałem. Nie mając nawet motyki - porwałem się na słońce. :P
Po trzecie - ja nawet tego nie robię, bo se rozwaliłem ścięgno Achillesa.
A już za miesiąc breveik w Szczebrzeszynie ;D


Makenzen

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 980
Odp: Brevet 200km Pomiechówek - 22 kwietnia
« Odpowiedź #52 dnia: Kwiecień 25, 2017, 11:36:06 am »
breveik

Breivik? :D

--
A ja jeszcze mam takie wnioski po Pomiechówku:
a) Duża herbata na stacji Lotos kosztuje 3,50 zł, a mała herbata na stacji Orlen -- 4,50 zł. Sodomia i Pogoria! :P
b) Z moich doświadczeń brevetowych z 2016 r. i z tego roku wynika, że kryzys mnie łapie na mniej więcej 150. kilometrze...
Jeśli pod twoim tyłkiem jawi się rower poziomy... to wiedz, że coś się dzieje!!! :P

Romanes

  • kolarz na poziomie
  • ***
  • Wiadomości: 162
  • handmade CRUZBIKE
Odp: Brevet 200km Pomiechówek - 22 kwietnia
« Odpowiedź #53 dnia: Kwiecień 25, 2017, 03:15:00 pm »
......nie wiem co to ten Abraham........

Wujek google wyszperał : https://www.youtube.com/watch?v=Z-Lhi7Ss26k


PS Gratki dla wszystkich poziomkowiczów z Brevetu
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 25, 2017, 03:27:47 pm wysłana przez Romanes »

hansglopke

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1870
  • Zduńska Wola
Odp: Brevet 200km Pomiechówek - 22 kwietnia
« Odpowiedź #54 dnia: Kwiecień 25, 2017, 07:00:39 pm »
......nie wiem co to ten Abraham........

Wujek google wyszperał : https://www.youtube.com/watch?v=Z-Lhi7Ss26k


Trafiłeś w sedno.....dziesiątki. Pięćdziesiątki.
"Tak to już jest, że najszybciej zwraca na siebie uwagę idiota." - CK Dezerterzy

"Na pionowcu boli tyłek, plecy i w ogóle wykańczająca i niewygodna pozycja jest..." - Mototramp