Autor Wątek: Szkockie wojaże- Tweed Cycle Route  (Przeczytany 3493 razy)

dziura

  • sympatyk na poziomie
  • **
  • Wiadomości: 47
Szkockie wojaże- Tweed Cycle Route
« dnia: Lipiec 17, 2016, 07:57:52 pm »
Powitać!
Jako że nie mogłem niestety dołączyć do was na zlocie (chlip :'(), postanowiem uleczyć złamane serce jakąś małą wycieczką. Tak gdzieś na trzy dni. Przy okazji chciałem przetestować sprzęt i zweryfikować ilość gratów na poczet przyszłych podróży.
Uderzać w szkockie góry nie czuję się jeszcze na siłach, wybór padł więc na tytułową traskę- przez szkocko-angielskie pogranicze, wzdłuż rzeki Tweed, od miejscowości  Biggar w Szkocji do Berwick-upon-Tweed w Anglii (jednym z miast partnerskich tego ostatniego jest... polska Trzcianka. Ciekawe jak to localsi wymawiają ;D).
Na początek zdjęcie "zestawu podróżnego"- rower 17kg, bagaże 13kg plus 3,5l wody, kierownik- brak danych ::).

Nie miałem tyle czasu żeby dojechać i wrócić na kołach do domu, więc trzeba było skorzystać z pociągu. Jak na złość kolejarze wybrali sobie akurat ten weekend żeby postrajkować. W związku z tym dojazd na trasę zajął mi zamiast 30 minut prawie półtorej godziny i jednocześnie dołożył 30 kilometrów do pokonania rowerem. Przy wejściu do pociągu w Edynburgu wynikła zabawna sytuacja- kierownik wahał się, czy wpuścić mnie na pokład (miejsca były, ale na klasyczne rowery, które wieszało się na hakach). Miał już iść po miarkę, gdy nagle z boku wpier....ł się do dyskusji jakiś pracownik dworca stwierdzając autorytarnie że nie ma opcji na przewiezienie bajka. "Mój" kolejarz poczerwieniał i wysyczał że to jego pociąg i to on decyduje kto jedzie a kto nie :D. Odwrócił się do mnie i kazał wsiadać a temu drugiemu polecił... "odddalić się" ;D.
Rowerek ostatecznie znalazł miejsce w wagonie bagażowym, musiałem tylko poodpinać graty i zabrać je ze sobą.

Po przesiadce było już w porządku.

Kiedy w końcu opuściłem transport publiczny i zacząłem poruszać się samodzielnie, od razu złapał mnie deszcz. Po zmianie kurteczki i wyklęciu kłamliwej bandy synoptyków, którzy obiecywali  koniec tygodnia bez opadów, potoczyłem się dalej.
Nie wiem jak wy, ale u mnie deszczowa pogoda powoduje filozoficzny nastrój i roztrząsanie pytań typu: kim jestem? dokąd zmierzam? czy mnie ku..a popierdoliło żeby w taką pogodę tłuc się ch.. wie gdzie rowerem, zamiast jak normalny człowiek spędzić weekend przed telewizorem? ;) Na szczęście po godzinie przestało padać i ten stan utrzymał się do końca wycieczki.
Punkt startowy w Biggar (i tytułowa rzeka).

Przykładowe okoliczności przyrody. Fajnie się to ogląda, ale co ja się nawyklinałem na te wzniesienia...



Pierwsze przekroczenie rzeki, która rosła dosłownie w oczach.

Postój pierwszego dnia na obiad. Zatrzymałem się w małym miasteczku Peebles.


Na obiad szef kuchni polecił brytyjski przysmak narodowy- ryba smażona na głębokim oleju i fryty. Jeżeli w knajpie z żarciem na wynos nie ma "fish n' chips", ewentualnie kebaba, to najwyraźniej natrafiliście na pralnię brudnych pieniędzy.
Dla wygłodzonego podróżnika- bezcenne :)

Stary wiadukt kolejowy koło Melrose.

Zaraz za nim zaczął się chyba najgorszy podjazd tego dnia, ze trzy kilomentry stromo pod górę. Nie miałem już totalnie siły, więc musiałem pchać ::)
Ze szczytu widok był wspaniały, ale co się namordowałem, to moje.

Kawałek za tym miejscem, poniżej szczytu wzgórza, znalazłem miejsce na obóz.

Ze względu na cieniutką warstwę gleby i skałę pod spodem (rozłożyłem się obok opuszczonego kamieniołomu) miałem sporo problemów z wbiciem śledzi. Wchodziły tak gdzieś na3/4. Zajęło mi to trochę czasu, zanim były porządnie osadzone, jednak opłaciło się to w nocy, kiedy dość mocno wiało (szczyt wzgórza, pamiętacie?). Namiot (Banshee 200) wytrzymał bez problemu.
Wiadro musli z mlekiem na śniadanie i wio dalej.
Wspomniałem już, że nie lubię wzniesień?

Taki mały rower, taka wielka góra :'(

Wkraczam do Anglii

Ruiny dwunastowiecznego zamku w Durham, który przez stulecia był ważną twierdzą graniczną. Przez ten czas dziewięć razy był oblegany przez siły szkockie, z wynikiem 5-4 dla gospodarzy.

Na parkingu przy restauracji stała taka fura.

Ostatni most na rzece (wybudowany w 1802r.).

A tu sama rzeka. Trochę się rozrosła od początku trasy.

Prawie końcówka drogi, i miły gest przy wjeździe do miasta.

I tyle. potem był pociąg, godzina podróży i dom.
Podsumowanie
Dystans- około 181 kilometrów.
Czas- dwa dni (mówiłem ze trzy? ale ze mnie kłamczuszek :P) Licznik podaje dziewięć i pół godziny jazdy.
Pozdrawiam i powodzenia na trasie!


Velotechnik Street Machine GT

AGA

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 709
  • PRODUCENT TRAJEK
    • matixbike
Odp: Szkockie wojaże- Tweed Cycle Route
« Odpowiedź #1 dnia: Lipiec 17, 2016, 08:10:06 pm »
fajniutkie ;)
https://www.facebook.com/matixbike/timeline         - MATIX TRÓJKOŁOWIEC POZIOMY fat 1000W,48v, ,LIPO4 18AH przebieg- 2014-4860km sezon2015 -3740km,sezon2016-4456 przejechane

oblivion

  • wyczynowiec na poziomie
  • ****
  • Wiadomości: 329
Odp: Szkockie wojaże- Tweed Cycle Route
« Odpowiedź #2 dnia: Lipiec 17, 2016, 08:53:09 pm »
Fajne widoczki :)
Ja właśnie zacząłem urlop i chciałem potestować moją baterię, a tu leje już drugi dzień... :/

Makenzen

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 984
Odp: Szkockie wojaże- Tweed Cycle Route
« Odpowiedź #3 dnia: Lipiec 17, 2016, 10:09:44 pm »
Piękna relacja :) I piękne widoki... Byłam w Szkocji kilka lat temu i był to jeden z moich najwspanialszych wyjazdów. Tych krajobrazów to tylko pozazdrościć... ale nie pozazdrościć pogody ;)
Jeśli pod twoim tyłkiem jawi się rower poziomy... to wiedz, że coś się dzieje!!! :P

Mikrobi

  • kolarz na poziomie
  • ***
  • Wiadomości: 94
Odp: Szkockie wojaże- Tweed Cycle Route
« Odpowiedź #4 dnia: Lipiec 20, 2016, 12:30:05 pm »
Swietna trasa. Tez masz tak ze mamroczesz w dwoch jezykach jak widzisz podjazd.....?
:D
Flewo w pociagu miescilo sie tak:
https://www.dropbox.com/s/tdrd76rx5yg40ie/IMG_20150711_165053.jpg?dl=0
Bylo dobrze dopoki nie zamontowalem zbyt szeroko rogow, ale zawsze jest opcja poluzowac pierwsze rogi, przy kierownicy i zlozyc a na peronei po wyjsciu z pociagu ustawic i dokrecic z powrotem.
Wiadukty sa swietne, czasami trudno nawet zauwazyc ze sie po nich jedzie: tak jest na Monsal Trail - dopiero po podejsciu do krawedzi drogi zauwaza sie jak wysoko jest on zawieszona.
A co do pchania :)
Kiedys jakis sympatyczny cyklista zapytal po drodze czy mam przebite kolo. Ostry podjaz, facet na polwyczynowym rowerze, wdzianko jak trzeba, Cyklista. Po podziekowaniach I stwierdzeniu, ze nie, jestem poprostu leniwy, popatrzyl na mnie z pewnym wyrzutem i pojechal dalej.

dziura

  • sympatyk na poziomie
  • **
  • Wiadomości: 47
Odp: Szkockie wojaże- Tweed Cycle Route
« Odpowiedź #5 dnia: Lipiec 20, 2016, 01:52:15 pm »
Swietna trasa. Tez masz tak ze mamroczesz w dwoch jezykach jak widzisz podjazd.....?
:D
Nawet w trzech ;) Jeszcze trochę ruskiego ze szkoły pamiętam.
Velotechnik Street Machine GT