Autor Wątek: Maraton Podróżnika 2014  (Przeczytany 6879 razy)

hansglopke

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1829
  • Zduńska Wola
Maraton Podróżnika 2014
« dnia: Czerwiec 09, 2014, 11:04:36 pm »
Zapisy z wpłatami na Maraton rozeszły się w dwa dni. Udało się i mnie załapać do "szczęśliwej" pięćdziesiątki. Więc pojechałem.
W sobotę rano, jeszcze na bazie, popatrzyłem na wszystkich poubieranych w swoje najlepsze kolarskie trykoty. Najbardziej widoczne to te niebieskie, imienne i rowery. Co ja tu robię ze swoim "złamanym" ("złamanym" bo tak skomentował ta pewien druh z mijanej gdzieś po drodze OSP) rowerem?. JADĘ Z NIMI. Pocieszam się, że wziąłem M5 a nie "wyspawaną gdzieś w garażu" BUrZę. Taką uwagę słyszałem o jakimś pionie uczestnika. Jest dobrze.
Pod kościołem na starcie szybki podział na grupy, my na poziomach Pająk, Art75 i ja jesteśmy razem w ostatniej grupie. Na początek pierwszy lekki podjazd pozwala mi się rozgrzać szybciej niż po trzech kilometrach. Później już było jakoś z górki. Spokojne tempo ok 25km/h i jeszcze jechałem na komuś na kole. W zasadzie nudy... krowy... lasy.... urwany koszyk.... Obciążony ładownicą z jedzeniem i nad wymiarową butelką z amerykańskim napojem orzeźwiającym aluminiowy koszyk daje ciała. Od tej pory trzymając butelkę picia w dłoni już mi się tak nie nudzi. Pomyślałem, że gdybym miał taką brodę jak kolega, który jedzie przede mną to bym wyglądał jak mikołaj z reklamy konkurencyjnej firmy mego napoju.
Na pierwszym postoju wcinam ciastka z ładownicy i robię coś co zastępuje koszyk na butelkę. Na butelkę, bo bidonu oczywiście nie wziąłem z domu. Tak to jest jak się autem na rower jeździ.
Jeszcze przed pierwszym postojem w Łukowie (68km) grupy się wymieszały i nasza trzecia jest teraz pierwsza. Drugi postój na stacji benzynowej (ok.120km). Stacja benzynowa miała największą świetność, gdy paliwo było jeszcze na kartki i wraz ze zniesieniem kartek stacją popadła w ruinę. Przynajmniej nie waniało etyliną i ci najbardziej doświadczeni mogli sobie spokojnie zapalić papierosa. ;).
Krótki postój, "moja" grupa zrywa się do jazdy, ja też. Doganiam ich i patrzę po rowerach. Wszyscy mają tylko zapasowe dętki i jakieś przekąski. Z nimi, obciążony piciem i jedzeniem na całą drogę nie dam rady. Niebawem odpuszczam trzeba dojechać a nie zajechć (się). Brak nawigacji na kierownicy, mam rozpiske trasy i tableta z mapami w sakwie, przyczynia się do tego, że muszę się z kimś trzymać kto ma GPSa z trasą. Gdzieś przed Lublinem mijam Pająka, który coś psioczy na węże po angielski i trzyma dętkę w ręku. W Lublinie gubię się na chwilę-słaba ta moja rozpiska. Na jakimś skrzyżowaniu doganiam Eranis i ekipę, która na nią czeka bo utknęła na czerwonym. Za skrzyżowaniem krótkie spojrzenie Wilka na mój rower dokładnie potwierdza jego zdanie o rowerach poziomych... i tyle ich widzieli bo był długi podjazd. Wiem. że gdzieś za Lublinem trzeb skręcić, konsultuję się z moją elektroniką, w między czasie widzę jak ktoś zapalczywie kręci korbami w oddali. Jest dobrze ktoś z naszych. Widzę tylko korby - to Pająk. Jedziemy dalej. Wyjeżdżamy z miasta - pagórkowato. Pająk lubi podjazdy, ja zjazdy. W końcu Pająk mówi , że jedzie zobaczyć co z przodu i tyle go widzieli. Szkoda, że nie zaczekał jak zjedziemy z krajówki. Znalazłem zjazd. Pytam się jakiegoś Kolesia, czy nie widział przed chwilą kogoś na takim malutkim rowerku - on nie wie. Nie jestem pewien, czy dobrze jadę. Za jakiś czas doganiają mnie inni uczestnicy, więc jest dobrze. Później zaczynają się mijanki -  jedziemy na czerwonym, samochody też na czerwonym. Było kilka mijanek, wszyscy jakoś jechali, nigdzie nie widziałem zielonego. Jedziemy w kilka osób. Trochę się rozciągamy, ci z tyłu znaleźli cień i krzyczą, że przerwa, my na słońcu. Pcham rower do cienia kilkadziesiąt metrów pieszo dobrze robi na krążenie w stopach. Stwierdzam, że i tak zaraz będą górki to mnie dogonią. Jadę - mylę drogę, dokładam parę kilometrów. Zaliczam obowiązkowe górki przed Szczebrzeszynem. Jadę 6km/h zastanawiam się, czy nie lepiej pchać to wtedy będzie 7,5km/h. Nie po to tu przyjechałem, żeby sobie spacery robić. Przyśpieszam do 6,5km/h. W duchu sobie powtarzam to co mówił Syzyf wtaczając kamień na szczyt - "Zaraz będzie z górki". Jest! Grawitacyjnie dziesięć razy szybciej niż niż szczyt Warto było. Szczebrzeszyn. Katem oka zauważam Chrząszcza. Szukam skrętu na Nielisz, gdzieś ma być knajpa z jedzenie i postój. Jest skrę. Jadę ostro. Dzwoni telefon odbierać? nie odbierać? Jak z domu i tak oddzwonię a jak nie. Odbieram. Pająk pyta się czemu mnie na obiedzie nie ma  skoro byłem przed nimi. Wracam do poprzedniego skrzyżowania kilkaset metrów i jest knajpa. Oni w zasadzie już wychodzą. Szybko zamawiam zupę z pianką i maraton (marakon, makaron). Język mi się plątał. Zimna zupa to co się należy po ciężkiej pracy. Jeszcze tylko nocka i na ósmą powinien być fajrant. Pozostaje tylko jakieś 230km.
W nocy jedziemy z Księgowym. On ma GPSa ja podjazdy pokonuje jego tempem. Jest dobrze. Drogi łatane, zyliony żab na mokradłach. Jedziemy. Na przypadkiem otwartej stacji doganiamy grupę przed nami z Pająkiem na tyle. Oczywiście, że na tyle, on zawsze jeździ z tyły grupy. Oni jadą, my uzupełniam alarmowe zapasy picia. Mam jeszcze skitraną 2,5l picia w samochodzie serwisowym, ale to na czarną godzinę. Zakładałem, że samochód będzie dla tych z czołówki, więc przygotowałem się na drogę żeby być niezależnym.
Mimo nawigacji jedziemy nie tam, gdzie powinniśmy wracając na stację i dołącza do nas "Kolega z Sakwą" jak nazwał w relacji naszego towarzysza nocnej jazdy Księgowy.
Jazda się ślimaczy.
Próbuję chłopaków podpuścić, że jak teraz zaczniemy troszeczkę szybciej jechać (25km/h) to zrobimy pięćsetkę poniżej 24 godzin.
Jazda nadal się ślimaczy.

Zaraz po świcie strasznie marzniemy. Już jest nas czterech. Po krótkim postoju na śniadanko jeszcze bardziej marzniemy. Mam jesxcze polar w torbie, ale nie będę robił wiochy prxy koledze w krótkich gaciach. Lekkie promienie słońca powodują, że bierze mnie spanie. Pięknie zorientowany przystanek przychodzi mi z pomocą. Próbuje zasnąć. Serce łomoce, że z tydzień trzeba na jego uspokojenie. Zasypiam. Po dziesięciu?, piętnastu?, minutach? jestem rześki jak ten poranek. Nieopatrznie przed zaśnięciem wystawiłem rower w stronę słońca. Fotel się nagrzał i przyjemnie oddaje ciepełko na moje plecy. Gonię chłopaków. Przez Międzyrzec Podlaski jeszcze raz przydaje się nawigacja Księgowego. Z moją rozpiską troszeczkę dłużej bym pokonywał to miasto.
Wjeżdżamy na jakąś krajówkę prostą i płaską po horyzont. Droga w sam raz na poziomki. A co tam poziomki jak tu z truskawkami stoją. Kupić? nie kupić? Nie nie kupimy bo truskawki są kwaśne a to (chyba) zbija cukier. To nie truskawki to POZIOMKA! Jamnik! PUNKT POSTOJOWY! I ekipa, której depczemy po piętach. Teraz jedziemy razem.
Dziwna ekipa. Na przedzie jadą sobie jacyś Państwo, Eranis i Wąski, gawędzą. Ubrani są w stroje rowerowe, jadą na rasowych rowerach a na nogach mają klapeczki. Za nimi na kole reszta kolarzy w espedach trzymają się kurczowo by im nie uciekli.
Księgowy z zadowoleniem stwierdza, że "w końcu po całej nocy może jechać znowu komuś na kole". I w ogóle to nie był przytyk do mojego roweru. Nie jestem dłużny i mówię, że w końcu po całej nocy mogę jechać chociaż 25 na godzinę. ;)
Znowu nuda.
Księgowego pognało... do przodu. Pająk spuszcza Jamnika ze smyczy. Jadę zobaczyć jak się sytuacja rozwinie. Niestety Księgowy zostaje i ostatnie kilometry jedziemy z Pająkiem.
Przed metą.
Miejscami zwinęli asfalt, bo ponoć wczoraj był, ale się dowiedzieli, że jacyś cykliści będą tu jeździć i zwinęli. Końcówkę na rozpisce mam dokładną i w momentach niejasnych wspomagam GPS Pająka. Wkrótce widzimy kościół w Skrzeszewie, czyli meta.
Na mecie nie ma orkiestry, medali, jesteśmy my. Tak sobie to wyobraźałem. Sprawdzam czas 25h25min. Dystans 522km.

Poniedziałek po maratonie.
Wstaje rano i.... nic mnie nie boli. Czas na 750.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 09, 2014, 11:58:18 pm wysłana przez hansglopke »
"Tak to już jest, że najszybciej zwraca na siebie uwagę idiota." - CK Dezerterzy

"Na pionowcu boli tyłek, plecy i w ogóle wykańczająca i niewygodna pozycja jest..." - Mototramp


zbiegusek

  • kolarz na poziomie
  • ***
  • Wiadomości: 120
  • http://www.zbychewka.pl
    • Pracownia ceramiki ZBYCHEWKA
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #1 dnia: Czerwiec 10, 2014, 06:06:41 am »
Fajna relacja - dzięki! :)
--
Pozdrrrawiam serrrdecznie!
zbYszek

storm

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 2521
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #2 dnia: Czerwiec 10, 2014, 07:39:14 am »
To jaką Wy mieliście tam przelotową? Bo średnia mi wychodzi rzędu 20-21 km/h?


władek8

  • wyczynowiec na poziomie
  • ****
  • Wiadomości: 348
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #3 dnia: Czerwiec 10, 2014, 09:12:06 am »
Dzięki za obszerną relację i gratulacje.  ;)

Mikrobi

  • kolarz na poziomie
  • ***
  • Wiadomości: 94
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #4 dnia: Czerwiec 10, 2014, 10:24:28 am »
Piekna sprawa :) gratuluje.

hansglopke

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1829
  • Zduńska Wola
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #5 dnia: Czerwiec 10, 2014, 10:30:49 am »
To jaką Wy mieliście tam przelotową?

Mnie wyszło poniźej 26km/h
Nie wiem czemu temat rozpocząłem w galeriach a nie w imprezach. Więc i link do fotek:
www.podrozerowerowe.info/index.php?topic=12365.msg0#new
"Tak to już jest, że najszybciej zwraca na siebie uwagę idiota." - CK Dezerterzy

"Na pionowcu boli tyłek, plecy i w ogóle wykańczająca i niewygodna pozycja jest..." - Mototramp


Yin

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 3638
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #6 dnia: Czerwiec 10, 2014, 12:35:38 pm »
Gratulacje dla całej ekipy :) Za rok powtórka czy na razie wrażeń starczy? :)
Frame is the heart of bike
https://get.google.com/albumarchive/113663826549422725409
5320W -> Watowica in progres :)

hansglopke

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1829
  • Zduńska Wola
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #7 dnia: Czerwiec 10, 2014, 01:48:45 pm »
Gratulacje dla całej ekipy :) Za rok powtórka czy na razie wrażeń starczy? :)
Dzięki. Za rok może nas więcej pojedzie.
"Tak to już jest, że najszybciej zwraca na siebie uwagę idiota." - CK Dezerterzy

"Na pionowcu boli tyłek, plecy i w ogóle wykańczająca i niewygodna pozycja jest..." - Mototramp


borimir

  • Gość
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #8 dnia: Czerwiec 10, 2014, 02:39:50 pm »
hansglopke ile czasu zajmuje Ci przygotowanie się do takiego maratonu?

pajak_gdynia

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1309
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #9 dnia: Czerwiec 10, 2014, 03:14:26 pm »
Coś ode mnie..
Ja tam wolę jechać z tyłu grupy, bo czasami się zapominam i gubię towarzystwo. A na maratonie towarzystwo jest podstawą, szczególnie łatwo przeżyć poranne koszmary.

Zacząłem lajtowo, chciałem jechać z doświadczoną grupą (Transatlantyk), jednak okazało się, że poprzednie grupy "wystrzeliły" z prędkością 20km/h.. To już był przekręt. Spalić się nikt nie spali, ale w tym tempie to wszyscy poumierają z nudów. Wpadłem na pomysł spalenia się słońcem (w końcu kiedy będę miał okazję spalić sobie "kaloryfer" z epoki PRLu?)

Po pierwszym postoju przyłaczyłem się do grupy ekspresowej (Vaxmund, Kurier, Aard). Zapier..alanko wspaniałe. Wiatr w kasku, ciągłe dyskusje z "mocno zmęczonym" Kurierem, ba nawet pochwała na podjeździe. Aż mnie podbudował, że coś jeszcze może ze mnie być. Ale jednak to tylko pomoc moralna, wytrzymałość kolan nie rośnie od komplementów i musiałem zweryfikować swoje plany do rzeczywistości.

Po wypadku jednego z ludzi (wypadł z trasy) zmieniłem grupę na mniej pościgową. Fajnie się jechało, tak odpowiednio, tempo 30-35. Ale Pan Murphie niestety napisał swoje prawa.. przy tym tempie złapanie kapcia to już dożywocie: nie ma szans na dogonienie kogokolwiek. A typowego "węża" na dziurze złapałem tuż przed samym Lublinem! Chyba byłem już na ostatnim miejscu.. A na złość na światłach zaliczyłem już naprawdę niezłe opóźnienie (trafiłem w jakiś paskudny korek). Ale przynajmniej spotkałem Witka (skarcony przez Wilka leżał w rowie?).

Witek nie lubi górek, a ja nie lubię zjazdów, więc tak sobie trochę jechaliśmy (on uciekał mi w dół, ja doganiałem go pod górki). Ale w pewnej chwili przed zjazdem się urwałem.. i pogoniłem za mirażem paru kolegów (jak się okazało nasz Art75, Robert), którzy akurat właśnie wtedy wpadli na pomysł źle pojechać (a ja też nie patrzyłem na mapę). Kolejna strata czasu :(

Potem goniłem jeszcze paru niedobitków, i szybko dojechałem do jakiegoś punktu paśnego. Kanapeczka, przelewka cieczy nieizotonicznych. Ktoś jedzie, to się zabieram za nimi (bez patrzenia kto to). Zniknęli mi, ale co tam. Przełączyłem się w tryb "rozgrzewka" i złapałem. Wąski i Eranis (kobieta o najpiękniejszych oczach na świecie, aczkolwiek i tak wszyscy wiedzą na co się mogłem cały czas patrzeć :) ). "Daleko jest ktoś przed wami? Z pięć minut".. Więc odrzuciłem złudzenia i jechałem z nimi. Tempo fajne w okolicy 25-27, więc ok. No może dyscyplina postojowa była tragiczna (bardzo częste postoje), ale w nocy każdy jamniczek musi swoją panią mieć.

W Szczebrzeszynie oczywiście przegapiłem obiad (bo się jak zwykle urwałem), na szczęście Magfa (org) zawiadomiła mnie, że chyba zrobiłem ten błąd, więc wróciłem (znowu oczywiście gubiąc restaurację, dobrze się bestia schowała). Po chwili dowiedziałem się, że Witka też nie ma.. więc wspomniany telefon, bo przecież był przede mną :) W międzyczasie pobieżna toaleta i najdroższe spagetti w życiu. Kalorie na noc zapewnione, po oddaniu nóg żarłocznym meszkom na pożarcie można było jechać.

Witek z Księgowym odpadli na drugim sklepie (który posłużył nam tylko jako punkt ostrego startu, bo zamknięty był). Dalej grupka 6 rowerów toczyła się powolnym tempem po lokalnych dziurach w całkowitych ciemnościach rozwiewanych tylko reklamówkami producentów diód XM-L. Złapaliśmy jeszcze dwójkę biedaków (Giowanni ode mnie z Gdyni i koleś z zepsutą lampką) i tak spokojnie do rana.

Jednak to czego się najbardziej obawiałem (czwarta nad ranem) okazało się problemem nie tylko dla mnie, ale wszystkich uczestników w grupie. Jeszcze dodatkowo zimno się zrobiło. Musiałem wspomóc się zasilaniem audio z telefonu, założyć rękawiczki. Trochę mi grupa uciekła, ale szybko ich dogoniłem: kolejny popas.. Kolejny problem polegał na tym.. że nie miałem odpowiedniej muzyki na tempo 15-20km/h i po prostu zasypiałem. Więc z jednym gościem się trochę oderwaliśmy, ale on też już robił się słabszy i nie trzymał tempa, więc podtuliłem ogonek i grzecznie trzymałem się z ekipą Eranis. Samemu mi się nie chciało.

Jednak po ostatnim postoju już pękłem. 30min zamiast paru sekund.. Ale na szczęście dojechał Witek. Urwaliśmy się niegrzecznie i pojechaliśmy "pokazówkę" poziomek. Niestety pokaz skończył się w chwili jak skończył się przyzwoity asfalt, ciągłe hamowanie i omijanie dziur to tragedia. Ale przynajmniej nie było kapcia (a Marek "Transatlantyk".. złapał tu trzy!). Jeszcze jakaś laska pytała o gostka z którym dość często jechałem, Księgowy pomimo nawoływania pojechał do kościoła (czyli start) i już w domu.

Na spokojnie dojechaliśmy do bazy, fotka dla forum zrobiona (mam nadzieję, że się zaraz pojawi). Kąpiel, pakowanie, Jamniczek na dach i jedziemy do Gdyni przez Warszawę i Toruń. Messerschidt był ze mnie, film urywał mi się co parę minut :) W domu tylko wrzuciłem Jamniczka do piwnicy, dałem córce telefon.. i nie pamiętam co było dalej.

I w poniedziałek do pracy.. Najzwyklejsze życie niemaratonowe.

hansglopke

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1829
  • Zduńska Wola
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #10 dnia: Czerwiec 10, 2014, 08:33:22 pm »
hansglopke ile czasu zajmuje Ci przygotowanie się do takiego maratonu?

Mam czas tylko w wekendy. Kilka tras ok. 200km, jedna ok. 340 z jazdą nocną (końcówka pięć godzin pod wiatr w deszczu), 530km na tydzień przed maratonem. Wszystkie trasy samotnie, oprócz tej 340, gdzie ok 140km w zacnym gronie ( jeden rower poziomy i jeden pionowy). Na co dzień starałem się jeździć jak najwięcejpoziomym, ale z braku czasu w tygodniu wychodziły mi przebiegi ok 50km/tydzień.
"Tak to już jest, że najszybciej zwraca na siebie uwagę idiota." - CK Dezerterzy

"Na pionowcu boli tyłek, plecy i w ogóle wykańczająca i niewygodna pozycja jest..." - Mototramp


art75

  • kolarz na poziomie
  • ***
  • Wiadomości: 119
  • Świętochłowice
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #11 dnia: Czerwiec 10, 2014, 11:36:51 pm »
Witek, i Pająk: gratuluję i chylę czoła. Mnie niestety ten dystans pokonał. W Bychawie podjąłem decyzję o wycofaniu się z imprezy i ruszyłem do Lublina na dworzec. W sumie wyszło mi tego 222km. Trochę mnie słońce też sponiewierało, pomimo stosowania filtra 30. Ogólnie lekki niedosyt jest, ale co tam, nie zawsze się wygrywa. Następnym razem może będzie lepiej.
Dzięki dla Witka za zabranie bambetli z bazy, odbiorę na zlocie w Sieradzu:).

tomo

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 667
  • SWB DIY
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #12 dnia: Czerwiec 11, 2014, 08:25:03 am »

SAC

  • wyczynowiec na poziomie
  • ****
  • Wiadomości: 276
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #13 dnia: Czerwiec 11, 2014, 09:28:23 am »
Gratuluję wam i bardzo dziekuję za piękny opis pięknego zmagania się!

hansglopke

  • całkiem inny wariat
  • *****
  • Wiadomości: 1829
  • Zduńska Wola
Odp: Maraton Podróżnika 2014
« Odpowiedź #14 dnia: Czerwiec 15, 2014, 03:33:17 pm »
Trochę pozbierałem zdjęc z Maratonu Podróżnika:


Poziom(y) górą






Mocowanie ładownic z jedzeniem na całą drogę.


Napęd rakietowy w nogach. Tu na paliwo płynne.


Plecakowy napęd rakietowy. Tu na paliwo stałe.


Doborowe towarzystwo.


Przez chwilę zwątpiłem co ja tam robię na swoim "złamanym" rowerze.


"Ogary paszły w las." Jamnik rusza w trasę.


No to lecim na.... Lublin.




Dziwne, obydwaj mamy 20" na przedzie.


Na pierwszym postoju.


Pijcie wodę. Na każdym postoju można było dotankować bidony wodą, lub tym co się miało w torbach wiezinych przez samochód.


Lewo trzy na szuter. Nie tnij.


Zaraz będzie z goooooorki. Gdzieś pod Lublinem


Nie ma to jak wygodna ławeczka w parku.


Zawsze można dotankować na przygodnej stacji.


Nowa pleylista na nowy dzień.


Dziwna grupa z Państwem w klapeczkach na przedzie.


Dobijamy na ostatni postój.


Na mecie.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 15, 2014, 03:37:02 pm wysłana przez hansglopke »
"Tak to już jest, że najszybciej zwraca na siebie uwagę idiota." - CK Dezerterzy

"Na pionowcu boli tyłek, plecy i w ogóle wykańczająca i niewygodna pozycja jest..." - Mototramp